Rozpoczęte dziś doroczne wspólne manewry wojsk południowokoreańskich i amerykańskich mają wyłącznie defensywny charakter i nie mają na celu zwiększania napięcia na Półwyspie Koreańskim - zapewnia prezydent Korei Płd. Mun Dze. Manewry pod kryptonimem Ulchi Freedom Guardian (Ulczi Strażnik Wolności - UFG) potrwają do 31 sierpnia.

Południowokoreański prezydent podczas ceremonii rozpoczynającej manewry /YONHAP /PAP/EPA

W manewrach bierze udział ok. 50 tys. żołnierzy południowokoreańskich i 17,5 tys. żołnierzy amerykańskich a także żołnierze z Australii, Kanady, Kolumbii, Danii, Nowej Zelandii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że w poprzednich latach w manewrach brało udział ok. 25 tys. żołnierzy USA. Jednak sekretarz obrony USA James Mattis zaprzeczył jakoby zmniejszenie liczby żołnierzy miało na celu uspokojenie Pjongjangu. Podkreślił, że jest to podyktowane jedynie "wymogami celów ćwiczeń".

Według mediów południowokoreańskich Waszyngton zrezygnował też z rozmieszczenia w pobliżu Półwyspu Koreańskiego dwóch lotniskowców.

Jak informuje Reuters, program ćwiczeń przewiduje m. in. komputerowe symulacje, których celem jest przygotowanie się na ewentualny atak wojsk Korei Północnej dysponujących bronią nuklearną.

Korea Północna zagroziła wczoraj "bezlitosnym uderzeniem" w odpowiedzi na manewry. Traktuje je jako przygotowania do inwazji na jej terytorium. Pjongjang nazwał manewry "ryzykanckim zachowaniem", mogącym spowodować wojnę nuklearną.

Tegoroczne manewry odbywają się w wyjątkowo napiętej atmosferze spowodowanej wymianą wojowniczych oświadczeń Pjongjangu i Waszyngtonu.

Prezydent Mun Dze In wcześniej podkreślił, że Korea Południowa "uczyni wszystko co możliwe", aby nie dopuścić do wojny na Półwyspie Koreańskim i dał do zrozumienia, że Waszyngton nie mógłby rozpocząć działań zbrojnych bez zgody Seulu.

(mpw)