Rosja musi zostać pociągnięta do odpowiedzialności za śmierć ludzi, których zabiła w Syrii - oświadczył prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Zarzucił Moskwie i Damaszkowi, że łącznie odpowiadają za śmierć 400 tys. osób.

Syryjscy uchodźcy w Turcji /SEDAT SUNA /PAP/EPA

Erdogan zarzucił Rosji dokonywanie inwazji w Syrii i próbę utworzenia "butikowego państwa" dla swego długoletniego sojusznika, prezydenta Baszara el-Asada. W relacjach z wystąpienia tureckiego przywódcy nie sprecyzowano, na czym owo "butikowe państwo" miałoby polegać.

Rosyjskie lotnictwo od czterech miesięcy dokonuje w Syrii uderzeń na uczestników zbrojnej rebelii przeciwko reżimowi Asada. Celem tych ataków jest nie tylko dżihadystyczne Państwo Islamskie, lecz także ugrupowania popierane przez Turcję i kraje regionu Zatoki Perskiej, co oburza rząd w Ankarze. Syryjscy rebelianci walczący z siłami Asada, a także Zachód zarzucają Rosji, że ofiarą nalotów padają także cywile.

Premier Turcji Ahmet Davutoglu apelował w czwartek do Stanów Zjednoczonych o bardziej zdecydowane stanowisko wobec rosyjskiej interwencji w Syrii. Powiedział, że po każdej dyskusji między Waszyngtonem a Moskwą Rosjanie wręcz nasilali ataki.

Davutoglu oświadczył, że ci, którzy wspierają reżim prezydenta Asada, popełniają zbrodnie wojenne.

(mal)