Na ulice Drezna wyszło w poniedziałek 9 tysięcy osób, by protestować przeciwko przyjmowaniu imigrantów. Demonstrację zorganizował ruch społeczny Pegida. Uczestnicy pochodu nieśli transparenty z hasłami skierowanymi przeciwko islamowi i krytykującymi niemiecki rząd za zbyt liberalną - zdaniem organizatorów - politykę migracyjną, a także chwalące postawę prezydenta Rosji Władimira Putina.

Lutz Bachmann, lider Pegidy /WINFRIED ROTHERMEL/dpa /PAP/EPA

Organizatorem cotygodniowych protestów w Dreźnie jest ruch społeczny Pegida (skrót niemieckiej nazwy: Patriotyczni Europejczycy przeciwko Islamizacji Zachodu) istniejący od jesieni zeszłego roku. Uczestnicy demonstracji wyrażają dezaprobatę wobec nadmiernych jakoby wpływów muzułmanów na życie społeczne w Niemczech i rzekomego tolerowania przez władze tego zjawiska.

W poniedziałkowej demonstracji uczestniczył przywódca Pegidy Lutz Bachmann. Prokuratura wniosła przeciwko niemu akt oskarżenia w związku z podejrzeniem o podżeganie do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Na portalach społecznościowych Bachmann wymyślał cudzoziemcom od "bydła", "hołoty" i "flejtuchów".  Odnosząc się do oskarżeń, Bachmann powiedział podczas wiecu, że nie pozwoli na to, by "zamknięto mu usta".

Tydzień temu demonstranci zaatakowali dziennikarzy relacjonujących demonstrację. Jeden z reporterów otrzymał cios pięścią w twarz, inny został potraktowany kopniakami. Uczestnicy pochodów Pegidy zarzucają mediom, że w sposób kłamliwy przedstawia ich ruch.