Jak będzie wyglądała Europa po Brexicie? W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” publicyści największego konserwatywnego tygodnika opinii w Polsce zastanawiają się nad tym, co czeka Stary Kontynent po referendum w Zjednoczonym Królestwie.

zdj. ilustracyjne /SEAN DEMPSEY /PAP/EPA

W związku z Brexitem i ewolucją Unii Europejskiej rząd PiS czeka akcja dyplomatyczna na skalę większą niż przed wstąpieniem w 1999 r. do NATO i w 2004 r. do UE - zauważa Stanisław Janecki. I dodaje: Rządzący w państwach Unii Europejskiej nie mają wątpliwości, że niezależnie od tego, czy ostatecznie Wielka Brytania wyjdzie z Unii, czy nie (formalnie to wcale nie jest przesądzone), konieczne są zmiany w funkcjonowaniu Wspólnoty, czyli także w traktatach: o Unii Europejskiej i o funkcjonowaniu UE. Brytyjskie referendum stało się tylko dogodnym pretekstem do podjęcia kwestii reformy Unii Europejskiej, umożliwiając znacznie głębsze i szybsze zmiany, niż gdyby referendum i wyjścia Zjednoczonego Królestwa nie było. A Polska znalazła się w najważniejszej roli od czasu wstąpienia do Unii 1 maja 2004 r. W roli znacznie ważniejszej niż w grudniu 2007 r., gdy podpisywano traktat z Lizbony (wszedł w życie 1 grudnia 2009 r.). Ta specjalna i historyczna rola naszego kraju wynika z tego, że jeśli Wielka Brytania opuści UE, Polska będzie drugim największym i najsilniejszym państwem członkowskim, które sprzeciwia się ewolucji Wspólnoty w stronę superpaństwa.

O sytuacji Europy po Brexicie pisze również Bronisław Wildstein: Reakcje liderów UE na wyniki referendum w Wielkiej Brytanii mogą zadziwiać. Ci, którzy zapewniali dotąd, że ich nadrzędnym celem jest jedność Europy, arogancko domagają się, aby Anglicy natychmiast wyciągnęli wnioski ze swojego głosowania i bezzwłocznie podjęli działania w celu opuszczenia Unii - czytamy w tygodniku "wSieci".

Można odnieść wrażenie, że w wypowiedziach Jeana-Claude’a Junckera i Martina Schulza pojawiają się wręcz nuty satysfakcji z tego, co się stało. Poganianie Parlamentu Europejskiego, aby jak najprędzej pozbył się Wielkiej Brytanii, stanowi tego najlepszy dowód. Ten stan rzeczy uzupełnia dość niejasny dokument sygnowany przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec i Francji, który wygląda jak ultimatum domagające się natychmiastowego scentralizowania UE i bezceremonialnie dyktujący jej członkom — nie wiadomo jakim tytułem — obowiązkowy plan działań, które zasadniczo miałyby przebudować jej kształt. Ponieważ dokumentu takiego nie sporządza się w ciągu kilku godzin, a opowieści o nim krążyły po europejskich salonach już od jakiegoś czasu, uznać można, że jest to element szerszej strategii. Jej twórcy nie tylko zakładali wyjście Wielkiej Brytanii z UE, lecz traktowali je jako szansę, z której mieli zamiar skorzystać, aby dzięki niej definitywnie przekształcić Europę zgodnie z wolą jej dominujących ośrodków - pisze Bronisław Wildstein.

Więcej o tym, co oznacza „Brexit” dla Europy w najnowszym numerze „wSieci”.