1600 skarg nadzwyczajnych nie ma kto rozpatrywać. Pilna ustawa o IPN czwarty miesiąc czeka na jakąkolwiek decyzję Trybunału Konstytucyjnego. Polską KRS uznano właśnie za nieakceptowaną wśród rad sądownictwa Europy. Reformatorzy wymiaru sprawiedliwości nie robią jednak kompletnie nic, by pośpiesznie uchwalane reformy zaczęły działać.

/Michał Dukaczewski /Archiwum RMF FM

Sytuacja przypomina trochę stan, w którym świadom niedoskonałości istniejącej kamienicy deweloper obiecuje wybudowanie w jej miejscu ultranowoczesnego i spełniającego oczekiwania użytkowników budynku. Poprzestaje jednak na wyburzeniu kamienicy i nie robi nic, żeby cokolwiek w jej miejscu wybudować. 

Skarga nadzwyczajna

Znakomity wg. autora - prezydenta - pomysł, pozwalający na weryfikację niesprawiedliwych wyroków z przeszłości. Wprowadzające ją przepisy obowiązują od dwóch miesięcy. Efekt - 900 pism wniesionych już do Rzecznika Praw Obywatelskich, 700 kolejnych - do Prokuratury Krajowej. 

Do Izby Kontroli Nadzwyczajnej żadna z nich nie została jednak jeszcze skierowana, nie tylko dlatego, że RPO i PG badają dopiero ich poprawność formalną. Także dlatego, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN, podobnie jak Izba Dyscyplinarna - nie istnieją. Nie mają siedzib ani sędziów. To byty papierowe, opisane w ustawie o Sądzie Najwyższym, ale pozbawione treści. Mimo powołania już dwa miesiące temu.

Braki w SN

Sąd Najwyższy został zreformowany ustawą, która weszła w życie na początku kwietnia. Stworzono w nim wspomniane wyżej izby, ale jak dotąd nie zrobiono nic, co pozwoliłoby im działać. Przede wszystkim prezydent nie zamieścił dotąd w "Monitorze Polskim" obwieszczenia, zawierającego liczbę wolnych stanowisk sędziów przewidzianych do objęcia w poszczególnych izbach Sądu Najwyższego. Nie stworzył więc ścieżki, pozwalającej na obsadzenie w niej stanowisk. Ogłosił jedynie, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej ma liczyć 20, a Izba Dyscyplinarna - 16 sędziów. Na tym koniec reformatorskich działań po dwóch miesiącach. Pytana o ciąg dalszy kancelaria prezydenta odpowiada jedynie, że odpowiednie procedury "są w trakcie realizacji", nie ukrywając przy tym jednak, że prezydent decyzji jeszcze nie podjął.

Kadrę orzekającą sądu mógłby uzupełnić minister sprawiedliwości, który może oddelegować do SN nawet 36 sędziów. Do tego potrzebny byłby jednak wniosek Pierwszego Prezesa SN, a takiego - nie było.

Ostatecznie więc skarg nadzwyczajnych, kiedy już do SN trafią - nie będzie komu ani gdzie rozpatrywać.

Fiasko pomysłu ławników SN

W rozpatrywaniu skarg mieli brać udział ławnicy Sądu Najwyższego - zdaniem autorów ustawy ważny element społecznej kontroli w wymiarze sprawiedliwości. Pierwszy Prezes SN określił ich potrzebną ilość na 36. Wyboru spośród kandydatur miał dokonać Senat. Zgłoszono jednak tylko 19 kandydatur, a przynajmniej kilka z nich nie spełnia wymogów formalnych. Już dziś więc wiadomo, że "obsłużenie" spływających do SN skarg nadzwyczajnych, nawet jeśli po przefiltrowaniu w biurach RPO i PG zostanie ich, powiedzmy, połowa, czyli 800 - nie będzie możliwe.

Choćby dlatego, że ustawa ogranicza pracę każdego z ławników do... 20 dni w roku. Dni pracy, nie samych spraw, które są czasem rozpatrywane na kilku rozprawach.

Ustawa do czasu powołania przez Senat ławników pierwszej kadencji pozwalała na działanie w ich charakterze ławników Sądu Okręgowego w Warszawie. Zgodę na to wyraziło 90 z nich. To jednak bez znaczenia - przez zaniechanie sprawy czas na ich zagospodarowanie minął, a powołanie kilku czy góra kilkunastu ławników przez Senat (do 3 lipca) - ostatecznie uchyli tę możliwość.

Nie ma zresztą sędziów, bez których ławnicy orzekać nie mogą.

KRS we własnym sosie

Od kilku miesięcy działa też nowa Krajowa Rada Sądownictwa. Oczekiwana "produkcja sędziów" m. in. na potrzeby Sądu Najwyższego jednak w niej nie ruszyła. KRS zabrała się za to za etykę sędziów, weryfikację zawartości swojej strony internetowej (mówiąc słowami Wiesława Johanna "przetarciem fotela po Żurku", rzeczniku poprzedniego składu Rady) i powołała zespół problemowy ds. reformy wymiaru sprawiedliwości. O powoływaniu sędziów do nowych izb Sądu Najwyższego nie ma na razie mowy. Co więcej, ósemka sędziów już przez poprzednią KRS zaakceptowanych - przepadła - Prezydent ich nie powołał, ani nie odmówił powołania. Nie zrobił w ich sprawie nic, podobnie jak nie zrobił dotąd nic ws. wniosków o przedłużenie sprawowania urzędu przez 13 sędziów SN, którzy ukończyli 65 rok życia.

Zamiast 120 Sąd Najwyższy może niebawem liczyć 49 sędziów - bez zmniejszenia obciążenia sądu, a wręcz przeciwnie - z powierzeniem mu szerszego zakresu rozpatrywanych spraw. Na nikim nie robi to wrażenia.

Lizboński zgrzyt i Matrix KRS

W ubiegłym tygodniu sędziowie Drajewicz i Mitera reprezentowali polską KRS na Zgromadzeniu Ogólnym ENCJ, Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa. Rzecznik Rady Maciej Mitera zapewniał polskie media, że ich obecność w Lizbonie była zwykłą rutyną, że nie ma żadnego sporu, a Polska w żaden sposób nie była w obradach wyróżniana.

Ewidentnie pominął przy tym fakt, że wśród sześciu punktów przyjętej w Lizbonie Deklaracji jeden wprost dotyczył polskiej KRS, i wprost stwierdza, że "obecność na Zgromadzeniu Ogólnym przedstawicieli KRS nie oznacza, że ENCJ przyjmuje, że status KRS jako członka naszego stowarzyszenia zostanie utrzymany".

Rada była przez ENCJ proszona jeszcze przed Zgromadzeniem w Lizbonie, w kwietniu proszona o spotkanie i wyjaśnienie, czy nadal podziela cele i wartości, jakimi kierują się rady europejskie. Bo ENCJ nie jest pewna, czy KRS może nadal być członkiem sieci. KRS na to wezwanie jednak nie zareagowała. Zamiast tego, jakby nigdy nic, wysłała delegatów na Zgromadzenie do Lizbony, uznając, że żadnej potrzeby tłumaczenia czegokolwiek nie ma.

To że jeden z delegatów, sędzia Mitera, zaprzecza wezwaniu z 5 kwietnia, relacjonując obrady treść Deklaracji Lizbońskiej świadomie przemilcza, a po jej opublikowaniu stwierdza tylko, że "jest jaka jest" najlepiej chyba opisuje Matrix, w jakim działa nowa KRS. 

Twitterowe oświadczenia innego członka KRS, p. Krystyny Pawłowicz "Niech się Europejska Sieć tak nie mądrzy"  i "Z politycznie działającymi sędziami z innych państw UE nie ma rozmowy, powtarzają bezmyślnie i bez prób uruchomienia logiki frazy polskiej  totalnej opozycji, która swymi kanałami szczuje na Polskę. A co jakiś sędzia z Hiszpanii czy Belgii wie sam o polskim wymiarze sprawiedliwości, nic" - tylko dopełniają ten obraz.

Trybunał Konstytucyjny i ustawa IPN

Jakie poruszenie na świecie wywołała kuriozalna ustawa o IPN, rozciągająca jurysdykcję państwa polskiego ws. obrazy Narodu Polskiego na cały wszechświat nie trzeba przypominać. Warto jednak odnotować, że podpisując ustawę Prezydent skierował ją do TK, po którym oczekiwano, że zajmie się nią - ze względu na jej wagę - tak szybko, jak to możliwe. Wniosek Prezydenta ma datę 14 lutego. 5 kwietnia, a więc dwa miesiące temu, w Trybunale były już wszystkie stanowiska stron w tej sprawie. Minęły od tego dwa miesiące. I co? I nic.

Od początku kwietnia pilna dla wizerunku Polski na świecie sprawa IPN w Trybunale leży, i nie ma żadnej informacji o terminie jej rozpatrzenia. A warto przy tym wiedzieć, że powinno to nastąpić na rozprawie. To oznacza, że o jej terminie strony powinny być powiadomione z miesięcznym wyprzedzeniem. Nawet więc jeśli termin rozprawy zostanie wyznaczony dziś, sama rozprawa odbędzie się nie wcześniej niż w lipcu. 

Jak na ważny wniosek prezydenta złożony w lutym - termin nieprzesadnie szybki.

Tymczasem w IPN

Trwa zmaganie się z ustawodawczym knotem tak, by wilk był syty, a i owca cała. Do pionu śledczego Instytutu trafiło ok. 80 doniesień o możliwości złamania nowego, działającego od marca prawa. Prokuratorzy od trzech miesięcy są w potrzasku - prawo jest obowiązujące, zatem wszczynają postępowania sprawdzające. Wszczęcia śledztw, które mogłyby się skończyć postawieniem zarzutów i aktami oskarżenia jednak odmawiają. Z własnej inicjatywy, "z urzędu" nie zadziałali ani raz, nawet w oczywistym wypadku strony polandmurderedjews.com. Prawo, którego przestrzegają - zostało zamrożone, a do kiedy - nie wiadomo, bo Trybunał Konstytucyjny ociąga się z decyzją.

Zwłoki Trybunału

Trybunał ociąga się zresztą nie bez powodu: autorem ustawy o IPN był resort sprawiedliwości, wg którego ustawa była zgodna z konstytucją. Wg. Prokuratora Generalnego jednak ustawa jest z konstytucją niezgodna i szkodliwa dla autorytetu państwa. 

Sęk w tym, że minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny to ta sama osoba - Zbigniew Ziobro. Skoro on może prezentować dwie wykluczające się nawzajem opinie w tej samej sprawie, to jak ma się do tego odnieść Trybunał?

Niepublikowanie niewyroków

To kolejne niewyjaśnione zaniechanie prezes Trybunału Konstytucyjnego. Na mocy innej kuriozalnej ustawy prezes Przyłębska była zobowiązana do zarządzenia publikacji trzech "rozstrzygnięć" Trybunału Konstytucyjnego z 2016 roku. Miała to zrobić w ciągu tygodnia od wejścia ustawy w życie, między 23 a 30 maja. 

Trzykrotnie w tym czasie pytałem w TK, czy publikacja została zarządzona, także mailowo - do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. W Dzienniku Ustaw wyroków nazwanych ustawowo "rozstrzygnięciami" nie ogłoszono, termin zarządzenia ogłoszenia minął. Co się dzieje nie wiadomo, uzyskanie informacji jest niemożliwe.

Reforma działa, ale tylko do połowy

Kilka powyższych przykładów pokazuje, że po przyjęciu naprędce uchwalanych i niechlujnie przygotowanych ustaw wszelki ruch wokół ich wprowadzania w życie zamiera. Wymyślono skargi nadzwyczajne - ale nie ma ich kto rozpatrywać, i nikt nie zajmuje się tym, by to naprawić. Wymyślono nowe izby Sądu Najwyższego - ale nikt nie kwapi się, żeby powołać do nich sędziów. Wymyślono ławników - ale ławników nie ma. Stworzono nową KRS - ale KRS nie robi tego, co powinna, a na dodatek kompromituje Polskę. Stworzono nowy Trybunał, ale obciążony niemocą decyzyjną. Uchwalono ustawę o IPN, ale zadbano o to, żeby nie zaczęła działać, bo wyparł się jej sam jej autor. Zarządzono publikację - ale nie opublikowano.

To wygląda tak, jakby autorów reformy urządzało samo rozwalenie tego, co jest. I jakby budowa tego, co zapowiadali mogła czekać w nieskończoność.