Akta dotyczące pokrzywdzonych w aferze Amber Gold liczą 15 056 tomów, a akta podstawowe śledztwa to 540 tomów - podała zastępca Prokuratora Okręgowego w Łodzi Izabela Janeczek, opisując podczas pięciogodzinnego przesłuchania przed sejmową komisją śledczą zaangażowanie prokuratury i ABW przy przygotowaniu aktu oskarżenia w tej sprawie. Janeczek w swoim spontanicznym oświadczeniu, ale również kilka razy odpowiadając na pytania posłów, podkreślała, że nie ma żadnych dowodów, które wskazywałyby, że za działalnością Marcina P. stały inne osoby, że działalność spółki była przez kogoś innego - poza Marcinem P. - kreowana czy sterowana. Świadek zeznała również, że w chwili rozpoczęcia działalności Amber Gold w październiku 2009 roku stan konta spółki był zerowy.

Prok. Izabela Janeczek podczas przesłuchania przez sejmową komisję śledczą ds. Amber Gold /Jakub Kamiński /PAP

O fundusze spółki w momencie rozpoczęcia działalności pytał - w kontekście ewentualnej pomocy z zewnątrz w stworzeniu oszukańczej firmy - wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski (PiS).

Według Izabeli Janeczek, Marcin P. i jego żona Katarzyna P. nie mieli żadnego kapitału.

Nie posiadali środków. Stan konta w momencie, kiedy rozpoczęli działalność gospodarczą, a dla nas był to moment, kiedy została przyjęta pierwsza wpłata na lokatę w metale szlachetne, czyli 19 października 2009 roku, to stan ten był zerowy - stwierdziła prokurator.

Państwo P. nie mieli żadnego kapitału. Państwo P. pozyskali ten kapitał na podstawie pieniędzy, które zostały wpłacone następnie przez pokrzywdzonych. Spółka, jak ustaliliśmy, nigdy nie korzystała z żadnego rodzaju dotacji, subwencji, kredytów, pożyczek. Pożyczek udzielała samodzielnie, ale ze środków, które były wpłacane przez klientów spółki - relacjonowała.

Przypomniała, że w trakcie śledztwa do CBA przekazano listę wpłacających pieniądze do Amber Gold - chodziło o weryfikację ich oświadczeń majątkowych. Jak zaznaczyła, stwierdzono co najmniej 24 wpłaty na milion złotych, przy czym jedna z osób wpłaciła 4 miliony złotych - ale w czterech pulach po milion, bo tylko tyle można było oficjalnie wpłacić do Amber Gold.

Prok. Janeczek podkreślała, że do działalności spółki nie należy przykładać normalnej, rozsądnej i biznesowej miary, ponieważ od początku była ona pomyślana jako oszustwo.

Celem było oszukanie klientów spółki Amber Gold. Te pieniądze były wydatkowane na różne rzeczy - na reklamy, na bieżącą działalność, na zakup samochodów, nieruchomości, na lotnictwo. My nie znaleźliśmy jednak - przynajmniej tak to oceniliśmy - okoliczności wskazujących na to, żeby istniało domniemanie popełnienia przestępstwa w dalszym etapie dysponowania tymi pieniędzmi - powiedziała świadek, dopytywana przez przewodniczącą komisji.

Czy łódzka prokuratura ustaliła, z czyjej inicjatywy i jaki był cel, że Marcin P. przelewał środki klientów Amber Gold na darowizny dla zoo w Gdańsku lub na produkcję filmu fabularnego o Lechu Wałęsie, czyli wydatki odpowiednio 3 mln zł na realizację filmu i 1,62 mln zł na domki dla gibonów i wybieg dla lwów? - pytał Jarosław Krajewski.

Prok. Janeczek odpowiedziała, że świadkowie wskazywali, iż "Marcin P. samodzielnie wyraził inicjatywę przekazania tych pieniędzy". Jak sobie przypominam, z gdańskim zoo było tak, że państwo P. sami się zgłosili, żeby finansować te klatki dla gibonów (...). Myślę, że dla P. wszelkiego rodzaju kwestie, które pozytywnie wpłyną na wizerunek - zwłaszcza tak działającej firmy, były niezwykle istotne - stwierdziła.

Oprócz Katarzyny i Marcina P. nikt więcej nie dostał zarzutów, bo taki był materiał dowodowy - zeznała również prokurator.

Odnosząc się zaś do faktu, że w październiku zeszłego roku zarzuty pomocy w "praniu brudnych pieniędzy" usłyszała teściowa Marcina P., Danuta J.- P., prok. Janeczek zaznaczyła, że kwestia wcześniejszego postawienia zarzutów tej osobie była rozważana. Rozmawialiśmy wspólnie w gronie prokuratorów. Uznaliśmy, że materiał dowodowy nie daje możliwości, żeby przyjąć, iż popełniła przestępstwo prania pieniędzy - relacjonowała świadek, odnosząc się do etapu śledztwa z lat 2012-13.

Prok. Janeczek poinformowała także, że Marcin P. jeden raz wskazał, iż w jednym z wątków mógłby zostać tzw. małym świadkiem koronnym. Nigdy później nie powrócił do tej deklaracji, nie podtrzymał tego, a podczas przesłuchań można powiedzieć, że nie współpracował ze śledczymi, konsekwentnie odmawiał wyjaśnień - dodała.

Powiedziała, że sama pierwszy raz przesłuchiwała go 30 października 2012 roku. Po wstępnej wypowiedzi zapytała go, czy będzie odpowiadał na pytania, co potwierdził. Zapytała następnie o wstępny etap powstawania spółki i sposoby zbierania pieniędzy na jej rozruch. I to było jedyne pytanie, na które odpowiedział. Na każde kolejne opowiadał, że nie będzie udzielał żadnych odpowiedzi ani udzielał jakichkolwiek wyjaśnień w sprawie funkcjonowania spółki Amber Gold - podała.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) wskazała, że w swoich zeznaniach Marcin P. twierdził, że "sugerowano mu, jak ma płacić i gdzie ma płacić, żeby uzyskać przychylność urzędników gdańskich, (...) a po przelaniu tych pieniędzy zaczęli się wypowiadać o nim pozytywnie".

Trzeba pamiętać, że wyjaśnienia, które w prokuraturze składał P., i materiały, które były wyłączone na podstawie tych wyjaśnień, zawsze kończyły się umorzeniem postępowania - odpowiedziała prok. Janeczek.

Prokuratura Okręgowa w Łodzi w czerwcu 2015 roku sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold. Według łódzkich śledczych, w latach 2009-2012 Marcin P. i jego żona Katarzyna P. oszukali w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tysięcy klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln złotych. Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o dziesięć. Grożą im kary do 15 lat więzienia. Ich proces trwa przed gdańskim Sądem Okręgowym.


(e)