Donald Trump zdecydowanie zwyciężył we wtorkowych prawyborach w stanie Indiana. To skłoniło jego rywala Teda Cruza do wycofania się z dalszej walki o nominację prezydencką Partii Republikańskiej. Wśród Demokratów prognozy wskazują na zwycięstwo Berniego Sandersa.

Donald Trump /JUSTIN LANE /PAP/EPA

Dziękuję Indiano. Zwyciężyliśmy w każdej kategorii. Jesteście zupełnie wyjątkowi. Nigdy o tym nie zapomnę! - napisał Trump na Twitterze. Było to siódme z rzędu zwycięstwo kontrowersyjnego miliardera, który nie ma doświadczenia politycznego i nigdy nie sprawował wybieralnego urzędu.

Do niedawna Trump miał przeciwko sobie establishment polityczny Republikanów. Jednak wszystko wskazuje, że po zwycięstwie w Indianie to się zmieniło. Przewodniczący Krajowego Komitetu Partii Republikańskiej Reince Priebus wezwał we wtorek na Twitterze do poparcia Trumpa w ostatecznej rozgrywce z Demokratami. Musimy zjednoczyć się i skupić na pokonaniu Hillary Clinton - napisał.

Z wyborczego wyścigu wycofał się rywal Trumpa, Ted Cruz. Mówiłem, że będę kontynuował (walkę) tak długo, jak będzie istnieć wiarygodna droga do zwycięstwa. Dziś wieczorem muszę niestety powiedzieć, że ta droga została zamknięta - powiedział we wtorek wieczorem na wiecu swoich zwolenników w Indianapolis. Wyborcy wybrali inną drogę - dodał.

Po tej deklaracji Cruza, jedynego liczącego się przeciwnika Trumpa, w sztabie wyborczym tego ostatniego, mieszczącym się w należącym do niego nowojorskim wieżowcu Trump Tower, wybuchł entuzjazm. Rezygnacja konserwatywnego senatora z Teksasu z dalszej walki o nominację Republikanów usuwa bowiem Trumpowi praktycznie ostatnią przeszkodę do uzyskania nominacji.

Trump musi zdobyć jeszcze ok. 200 głosów delegatów

W krótkim wystąpieniu Trump określił swojego byłego rywala jako "sprytnego i twardego faceta" i przyznał, że był "piekielnym współzawodnikiem". Jednak - jak zauważa Associated Press - szybko skupił uwagę na głównej obecnie przeciwniczce - Hillary Clinton. Zarzucił jej, że chce zamykać kopalnie węgla, natomiast on - jak przekonywał - uczyni wszystko, aby górnicy mieli pracę.

Trump musi wciąż zdobyć ok. 200 głosów delegatów: obecnie ma głosy 1035 delegatów, a do uzyskania prezydenckiej nominacji Partii Republikańskiej potrzebne są głosy 1237 delegatów.

Według wciąż niepełnych wyników głosowania w Indianie, Trump uzyskał ponad 50 procent głosów, a Ted Cruz - ok. 33 procent. Trzecie miejsce zajął gubernator stanu Ohio John Kasich (ok. 10 procent głosów), który zapowiedział jednak walkę do końca. Tak długo, jak to będzie możliwe, gubernator Kasich będzie walczył - powiedział jego strateg John Weaver.

Komentatorzy podkreślają, że Cruz przegrał w Indianie mimo intensywnej kampanii i zaangażowania dużych środków finansowych. Jak wskazuje Associated Press, Cruz liczył na poparcie licznych w tym stanie ewangelików, którzy praktycznie nie głosowali w ostatnich wyborach prezydenckich. Jednak ta taktyka najwidoczniej nie przyniosła rezultatów. Ostatnia faza kampanii w Indianie charakteryzowała się bardzo ostrymi wzajemnymi atakami Cruza i Trumpa.

Sanders nie ma praktycznie szans, aby dogonić Clinton

Natomiast w obozie Demokratów prognozy wskazują na dość niespodziewane zwycięstwo określającego siebie jako socjalistę senatora ze stanu Vermont Berniego Sandersa, chociaż jego przewaga nad Hillary Clinton jest niewielka. Według telewizji MSNBC, po przeliczeniu 68 procent głosów Sanders zdobył nieco ponad 53 procent głosów, a Clinton blisko 47 procent.

Jednak Sanders, nawet w przypadku zwycięstwa, nie ma praktycznie szans, aby dogonić Clinton. Ma ona bowiem już zapewnione głosy 2179 delegatów na konwencję Demokratów, podczas gdy Sanders zaledwie 1400. Do uzyskania nominacji konieczne są głosy minimum 2383 delegatów. W Indianie do zdobycia były głosy 83 delegatów, przyznawane według zasady proporcjonalnej. Sanders zapowiada jednak walkę aż do lipcowej krajowej konwencji Demokratów w Filadelfii. 

(mal)