Film "Wołyń" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego zdobywa kina. Obraz o rzezi wołyńskiej w pierwszy weekend wyświetlania przyciągnął blisko 230 tys. widzów. To najlepszy wynik frekwencyjny wśród filmów historycznych ostatnich lat.

Kadr z filmu "Wołyń" /fot. Krzysztof Wiktor, Film It! /Materiały prasowe

Dla porównania, film o Powstaniu Warszawskim "Miasto ‘44" przyciągnął w pierwszy weekend prawie 192 tys. widzów, a na adaptację książki Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec" wybrało się ok. 105,5 tys. osób.

"Wołyń" jak na razie zbiera niezwykle entuzjastyczne recenzje. Krytycy zwracają uwagę m.in. na odwzorowanie rzeczywistości dawnych Kresów. Wynik frekwencyjny potwierdza, że "Wołyń" jest filmem ważnym, potrzebnym i bardzo oczekiwanym przez polskich widzów.To lektura obowiązkowa - mówi Sławomir Salamon, szef firmy dystrybucyjnej Forum Film Poland.

Akcja filmu "Wołyń" rozpoczyna się wiosną 1939 roku w małej wiosce zamieszkanej przez Ukraińców, Polaków i Żydów. Zosia Głowacka (nagrodzona na festiwalu filmowym w Gdyni za debiut aktorski Michalina Łabacz) ma 17 lat i jest zakochana w swoim rówieśniku, Ukraińcu Petrze. Ojciec (Jacek Braciak) postanawia jednak wydać ją za bogatego polskiego gospodarza Macieja Skibę (Arkadiusz Jakubik), wdowca z dwójką dzieci. Wkrótce wybucha wojna i dotychczasowe życie wioski odmienia najpierw okupacja sowiecka, a później niemiecki atak na ZSRR. Zosia staje się świadkiem, a następnie uczestniczką tragicznych wydarzeń wywołanych wzrastającą falą ukraińskiego nacjonalizmu. Kulminacja ataków nadchodzi latem 1943 roku. Pośród morza nienawiści Zosia próbuje ocalić siebie i swoje dzieci.

(az)