​Brytyjskie media starają się odtworzyć ostatnie tygodnie z życia George'a Michaela. Dziś donoszą o tajemniczej wizycie w Austrii, na miesiąc przed śmiercią.

Kwiaty i pamiątki zostawione przed domem George'a Michaela /ANDY RAIN /PAP/EPA

Piosenkarza znaleziono martwego w jego domu w hrabstwie Oxfordshire, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Z doniesień wynika, że George Michael odwiedził austriacką klinikę - tą samą, gdzie 5 lat temu przeszedł ostre zapalanie płuc i zabieg tracheotomii. Do Wiednia miał udać się na pokładzie prywatnego odrzutowca, w towarzystwie swego partnera Faziego Nawaza. Na miejscu spotkał się z dwoma lekarzami. Przyczyn ani rezultatu konsultacji nie ujawniono. To działo się w listopadzie ubiegłego roku, miesiąc później George Michael już nie żył. 

Dla nas jest wieczny, jak Elvis Presley - mówią jego wielbiciele, którzy wciąż pojawiają się z kwiatami przed bramą jego domu w północnym Londynie. W ubiegłym tygodniu media ujawniły, że podczas swej długiej kariery piosenkarz wydał 2 miliony funtów na terapię odwykową, której regularnie poddawał się ekskluzywnej klinice w Zurichu. Wykonana sekcja zwłok na przyniosła definitywnych rezultatów. Zajmujący się okolicznościami śmierci George'a Michaela korner zlecił dalsze badania. 

Piosenkarz od miesięcy nie pokazywał się publicznie. Miał problemy z nadwagą i nałogowo palił papierosy. Źródła wewnątrz rodziny George'a Michaela sugerują, że od roku uzależniony był od heroiny. Coraz częściej w brytyjskich mediach pojawiają się też sugestie, że mógł przedawkować narkotyki.

(az)