"Praca z takimi ludźmi jest szalenie rozwijająca" - mówi Marta Żmuda Trzebiatowska, która pojawiła się na planie wielkiej superprodukcji filmowej. Zdjęcia do hindusko-polskiego filmu "Bangistan" powstają w Krakowie. W rozmowie z RMF FM aktorka zdradza, z jaką rolą przyszło się jej zmierzyć, jak trafiła na plan i jak wygląda współpraca z ekipą z Bollywood. "Hinduskie gwiazdy potrzebują nieustannej atencji" - przyznaje Marta Żmuda Trzebiatowska.

Agnieszka Friedrich: Przyjechałaś do nas do studia RMF FM na Kopcu Kościuszki prosto z planu filmowego - megaprodukcji indyjsko-polskiej. To dla ciebie nowa przygoda, nowe wyzwanie? Jak to nazwać?

Marta Żmuda Trzebiatowska: Dla mnie to jest przygoda przede wszystkim. W zasadzie mam bardzo mały udział w tym filmie, bo to jest zaledwie jedna scena, albo aż jedna scena. Wydaje mi się, że warto przyjmować takie wyzwania, bo jest to zupełnie coś innego. Praca z takimi ludźmi jest szalenie rozwijająca. Można podejrzeć, jak oni pracują, można się czegoś nowego nauczyć. Fajne wyzwanie.

Kogo grasz?

To jest maleńki epizod. Może powiem tak, ponieważ nie wolno za dużo mówić o tym filmie, o scenariuszu - takie są obostrzenia - powiem tak przewrotnie, że wydaje mi się, że w tym krótkim wyzwaniu aktorskim miałam do zagrania kobietę, która mimo że ma wszystko, jest szalenie nieszczęśliwa.

Ale mówisz coś?

Tak, mówię po angielsku. Gram takiego trochę ptaszka w złotej klatce.

Będziesz dubbingowana?

Mam nadzieję, że nie. Reżyser nie miał żadnych zastrzeżeń do akcentu.

Jak wygląda współpraca na planie megaprodukcji?

Ekipa jest mieszana, jest polsko-hinduska, więc jakichś wielkich różnić nie zauważyłam. Wiem tylko od ekipy, która pracuje już od dwóch tygodni, że są bardzo zaskoczeni, jak hinduskie gwiazdy są traktowane - z dużą uwagą, potrzebują nieustannej atencji. Jest taka duża hierarchia, podział między gwiazdą, a ekipą.

Widać ten podział rzeczywiście?

Ja to znam tylko z opowieści. Miałam przyjemność parę lat temu też mieć taki mały epizod związany z filmem w Hollywood i też tam to zauważyłam, że jednak hierarchia jest tam bardzo zachowana. A my w Polsce jednak bardzo się przyjaźnimy z ekipą, chodzimy z nimi na piwo i generalnie nie ma takich podziałów, jesteśmy wszyscy bardzo blisko. Nie wiem, co jest lepsze tak naprawdę.

Często na spotkaniach z gwiazdami padają pytania "co zrobić, żeby zagrać w filmie" - na pewno się z tym spotkałaś. Jak trafia się na plan takiej megaprodukcji?

Gwiazda Bollywood dla RMF FM: Powinniście zobaczyć "Bangistan"!

Powinniście zobaczyć ten film - zachwala w rozmowie z naszym dziennikarzem Jacqueline Fernandez, była miss Sri Lanki, gwiazda indyjsko-polskiej superprodukcji "Bangistan". "Kraków został tu pięknie nakręcony. Wiem, że wykorzystano wiele fascynujących miejsc". Przyznaje, że... czytaj więcej

Często padają te pytania, to prawda. U mnie wszystko zaczęło się od marzeń. Najpierw trzeba mieć wykształcenie, żeby trafić na taki plan, chociaż czasami też rządzi przypadek - ktoś może zauważyć cię w tłumie, na lotnisku, na dworcu.

Zostałaś zauważona?

To odbyło się zwyczajną drogą, tzn. oczywiście reżyser wybrał mnie tak naprawdę ze zdjęcia. Nie musiałam brać udziału w castingach, wybrał mnie ze zdjęcia. Było mi szalenie miło, że tak się udało trafić do takiej produkcji. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Zdjęcia powstają w Krakowie. Ty nie po raz pierwszy jesteś na planie filmowym w tym mieście.

To miasto mnie wyjątkowo lubi. To bardzo fajnie, bo z dużą wzajemnością. Ja też kocham Kraków i zawsze mnie spotyka tu dużo dobrego, naprawdę. Wszystko, co dobre, zaczęło się dla mnie w Krakowie, bo tutaj zrobiłam swój pierwszy film "Nie kłam, kochanie". Pamiętam, że tutaj też miał prapremierę film "Och, Karol"  - premiera była najpierw w Krakowie, dopiero później w Warszawie. Robiłam tutaj też przez dwa lata serial "Julia". Dużo mnie łączy z tym miastem.

Inaczej się gra w Warszawie, inaczej w Krakowie?

Nie można tego ocenić, gdzie lepiej. Te dwa miasta mają dla mnie zupełnie inną energię. W Krakowie jest troszkę spokojniej, troszkę wolniej. W Warszawie jest wszystko w dużym pośpiechu i to chyba głównie różni te miasta. Ale ja lubię zarówno ten szybki, dynamiczny rodzaj pracy, jak i ten powolutku, po krakowsku. 

Powiedziałaś kiedyś, że po każdym projekcie zastanawiasz się, czy dalej chcesz uprawiać zawód aktora. Nadal tak myślisz?

Zawsze. Mam nadzieję, że do końca życia będę tak myśleć.

Po tym projekcie też - mimo że rola jest epizodyczna?

Do końca życia będę tak myśleć, bo to powoduje, że ciągle chce mi się poszukiwać i uczyć się czegoś nowego. Chyba jestem dla siebie najlepszym krytykiem.

Nie lubisz show biznesu, nie lubisz szumu związanego z popularnością. Co cię najbardziej męczy?

Ja kocham ludzi, uwielbiam ludzi i publiczność, dla której pracuję, bo nasz zawód jest ściśle z tym związany. Nie ma nas bez publiczności. Robimy to wszystko przecież dla publiczności. Uwielbiam spotkania z fanami i to kocham.

... i wywiady.

Wywiady też bardzo lubię, bo to są spotkania. Ja lubię po prostu spotkania takie w cztery oczy. Ale nie znoszę ścianek, aparatów fotograficznych, sztucznych uśmiechów, tych przebieranek w szpilki i sukienki. Oczywiście, jak każda kobieta lubię ładnie wyglądać, ale nie tylko po to, by usłyszeć pytania, w co jestem ubrana - to mnie zawsze irytuje i smuci, że to tak musi wyglądać, że nikt nie pyta tak naprawdę o rolę, tylko o to, ile kosztowały szpilki. To jest smutne, tak mi się wydaje. Dlatego nie lubię tego show biznesu, bo nie ma tam nic ciekawego - on jest taki pusty, próżny, jak wydmuszka.

Kochasz scenę, kochasz film. Zagrałaś w ponad dwudziestu filmach. To bogata filmografia jak na trzydziestolatkę. Co dalej?

To prawda, że dużo dobrego los mi dał. Co będzie dalej? Mam dużo planów też związanych z Krakowem. Nie wszystkie mogę zdradzać. Powiem tak - szykują się teraz dwa projekty teatralne, w tym jeden związany z Krakowem, a może nawet dwa związane z Krakowem.

Co to będzie i gdzie to będzie?

Tu już zamilknę. Nie mogę jeszcze mówić, jest na to za wcześnie, ale trzymajcie kciuki. Szykują się dwa filmy i prawdopodobnie serial, mówię prawdopodobnie, bo mam też plany związane z wyjazdem za granicę, no zobaczymy. Muszę podjąć ważne decyzje.

Europa, czy gdzieś dalej?

Dalej.

Za Ocean?

Tak.

W produkcji hollywoodzkiej cię zobaczymy?

Nie mogę nic powiedzieć jeszcze. Nauczyłam się jednego, że warto dopiero mówić, jak się coś zrobi, bo w naszym zawodzie tak dużo się zmienia. Dopóki nie jest ta umowa do końca podpisana, dopóki wszystko nie jest na "tip-top" i dopóki się nie zagra, nie wyjdzie na plan i nie zrobi swojego, to nie ma co za dużo opowiadać.

Lepiej nie zapeszać?

To też. Wiem jak to działa, jak czynniki zewnętrzne działają. Pamiętam, jak zagrałam w hollywoodzkim filmie parę lat temu, o mały włos bym nie zagrała przez wulkan, który wtedy wybuchł i chmura pyłu wisiała chyba tydzień, czy dwa tygodnie nad Europą i o mały włos nie wyleciałam. Dwie sceny mi przepadły właśnie przez to, że już nie można było tego w nieskończoność przesuwać.

Mówiłaś, że u Smarzowskiego mogłabyś zagrać za darmo. To jest rola, o której marzysz?

To są takie fajne spotkania, które zostają na całe życie. Jak koledzy aktorzy, którzy mieli przyjemność zagrać u Smarzowskiego, opowiadają mi o tym spotkaniu, to w tym momencie budzi się we mnie taka bardzo pozytywna zazdrość i takie emocje, że chciałabym tego też spróbować, chciałabym zobaczyć, jak to jest i na własnej skórze się przekonać o wyjątkowości tego reżysera. No i mieć takie doświadczenie w swoim aktorskim życiorysie.

Zagrałaś już rolę swoją rolę życiową, czy czekasz jeszcze na nią?

Myślę, że te wszystkie najważniejsze role jeszcze przede mną, tak mi się wydaje. Były role oczywiście, które wspominam z dużym sentymentem, ale ta najważniejsza - czuję, że jest gdzieś przede mną.

Pytanie od pań: co robisz, że jesteś taka piękna?

O mamo! Codziennie dziękuję rodzicom za to, że się tak napracowali. Tak naprawdę nie wiem, czy ja coś robię specjalnego. Żyję raczej jak każda normalna dziewczyna: wstaję rano nakładam krem i wybiegam. W sumie chyba bardziej szkodzę swojej urodzie, bo nasza praca jest związana z tym, że nieustannie ma się jednak make-up na buzi, nieustannie te włosy są poddawane wysokiej temperaturze. Może to nieskromnie zabrzmi, ale muszę podziękować dobrym genom i moim rodzicom.

Jesteś zapracowaną osobą. Znajdujesz czas na spotkania, plotki z przyjaciółkami?

Muszę, to jest przecież kwintesencja życia. Już się wyleczyłam z pracoholizmu i z pracowania po 12-16 godzin na dobę. Wydaje mi się, że wszystko polega na tym, żeby spotykać się z ludźmi i to jest w życiu najważniejsze.

O czym marzysz, czego ci życzyć?

Żeby być szczęśliwa, przede wszystkim.

A nie jesteś?

Chyba jestem, ale żeby to szczęście nie uciekało. Żeby to był stan permanentny.


Rozmawiała Agnieszka Friedrich.