Quentin Tarantino jest w opałach. Amerykański reżyser i scenarzysta filmowy znalazł się w ogniu krytyki po słowach, które uraziły policjantów w Stanach Zjednoczonych.

Quentin Tarantino /Peter Foley /PAP/EPA

Tarantino wziął udział w Nowym Jorku w manifestacji przeciwko nadużywaniu broni przez policję. Wówczas zasugerował, że niektórzy funkcjonariusze zamordowali niewinnych cywilów. Co więcej, stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak nowojorski funkcjonariusz zginął w czasie pościgu za przestępcą. To nieprawdopodobne, niesłuchane - tak na słowa Tarantino zareagowali szefowie policyjnych związków zawodowych. On jest przeciwko nam - mówili krótko. 

Na konkretną reakcję nie było trzeba czekać. Już trzy związki zawodowe zrzeszające policjantów: w Nowym Jorku, Los Angeles i Filadelfii wzywają do bojkotu filmów Tarantino. A w najbliższych godzinach podobną decyzję mają ogłosić przedstawiciele policji z innych amerykańskich miast.

(mal)