​Przyczyną pożaru w klubie w Rouen na północy Francji były świeczki na urodzinowym torcie. W pożarze w nocy z piątku na sobotę zginęło co najmniej 13 osób, a sześć zostało rannych; jedna z nich jest w stanie krytycznym - poinformowały w sobotę władze.

Miejsce pożaru /CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

Z ogniem w barze "Cuba Libre" w centrum miasta, walczyło ponad 80 strażaków. W tym czasie w lokalu trwało przyjęcie urodzinowe. Ofiary to osoby w wieku 16-25 lat, które zatruły się dymem.

Wiceprokurator Laurent Labadie powiedział dziennikarzom, że według pierwszych zeznań świadków, a także ustaleń policji "ogień pojawił się w sposób całkowicie przypadkowy". Nie było wybuchu - poinformował.

Jak dodał, ogień został zaprószony, gdy osoba, która niosła tort ze świeczkami, poślizgnęła się na schodach prowadzących do piwnicy. Ofiary pożaru to właśnie goście znajdujący się w piwnicy baru, którego ściany i sufit były wyłożone izolacją dźwiękochłonną. Natychmiast doszło do zapłonu i wydzielania się gazu - powiedział Labadie.

Rano policja informowała, że ofiary uległy zatruciu po zapaleniu się sufitu. Śledztwo ma skoncentrować się na tych ustaleniach, a także zbadać, czy w lokalu były przestrzegane normy bezpieczeństwa.

W oświadczeniu prezydent Francois Hollande zapewnił o solidarności z rodzinami ofiar i wyraził nadzieję, że dochodzenie wyjaśni "przyczyny tego dramatycznego wypadku".

Premier Manuel Valls na Twitterze napisał o "głębokim smutku wobec tragedii, która pochłonęła życie 13 młodych osób". Mer Rouen Yvon Robert ubolewał z powodu "prawdziwej tragedii".

Przed lokal mieszkańcy w sobotę przynosili kwiaty. Według mediów to najbardziej tragiczny pożar we Francji od 2005 roku.

(az)