Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie złożenia fałszywego oświadczenia majątkowego przez byłego wiceministra transportu, posła PO Tadeusza Jarmuziewicza. CBA odwołuje się od tej decyzji.

Ustaliliśmy, że Tadeusz Jarmuziewicz nie złożył niezgodnego z prawdą oświadczenia majątkowego w latach 2011 i 2012 - poinformował rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Jak dodał, Jarmuziewicz napisał w oświadczeniach, że ma powyżej 10 proc. udziałów w prywatnej spółce. Prokurator przypomniał, że ustawa o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne nakłada na taką osobę limit 10 proc. udziałów, ale przekroczenie go nie jest przestępstwem, a tylko przewinieniem służbowym.

Umorzenie śledztwa kwestionuje Centralne Biuro Antykorupcyjne, które złożyło wcześniej zawiadomienie w całej sprawie. Szef CBA skierował do Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów zażalenie na postanowienie prokuratury - poinformował rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

Zdymisjonowany w czerwcu

Do szokującej notatki ze spotkania wiceministra transportu w Wodzisławiu Śląskim dotarła dziennikarka RMF FM Agnieszka Burzyńska. "Dziwne" zachowanie Tadeusza Jarmuziewicza opisują szczegółowo pracownicy GDDKiA. Chodzi o rozmowy na temat budowy odcinka autostrady A1 Świerklany -... czytaj więcej

W czerwcu premier Donald Tusk odwołał Jarmuziewicza z funkcji wiceministra.

W połowie maja ujawniliśmy informację o spotkaniu Jarmuziewicza z przedstawicielami firmy budującej autostradę A1. Informowaliśmy o notatce sporządzonej przez pracownika Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, z której wynikało, że Jarmuziewicz rozmawiał w restauracji z przedstawicielami firmy Alpine Bau i lokalnymi władzami o budowie odcinka autostrady A1. Tymczasem pracownicy resortu mieli zakaz spotkań towarzyskich z przedstawicielami firm wykonujących inwestycje zlecone przez GDDKiA.

Premier Donald Tusk mówił później, że z informacji, jakie uzyskał od Jarmuziewicza, wynika, że "okoliczności spotkania nie są dyskwalifikujące". Sam Jarmuziewicz podkreślał, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a decyzję premiera o dymisji przyjmuje z "absolutną pokorą" i nie odbiera jej jako kary.

(edbie)