Rosyjski Transnieft przyznaje, że to on zakręcił kurek z ropą płynącą przez terytorium Białorusi do Polski i Niemiec. Wiceprezes Transnieftu Siergiej Grigoriew twierdzi jednak, że Rosja została do tego zmuszona, gdyż Białoruś podkradała ropę przeznaczoną dla zachodnich odbiorców.

Białoruś nie zablokowała tranzytu rosyjskiej ropy przez swoje terytorium – głosi oświadczenie białoruskiego MSZ. Rzecznik ministerstwa twierdzi, że ciśnienie ropy na granicy Białorusi z Rosją spadło nie z winy Mińska. Wskazuje na Moskwę. Tymczasem ropa nie płynie ani do Polski, ani do Niemiec. czytaj więcej

W ten sposób Mińsk "w naturze" odbierał nałożone wraz z nowym rokiem cło na przesył rosyjskiej ropy przez terytorium Białorusi. Według Moskwy nałożenie cła było nielegalne. Grigoriew dodał, iż ma nadzieję, że sytuację uda się rozwiązać. Jutro w pierwszym dniu pracy po rosyjskim okresie świątecznym mają się rozpocząć negocjacje.

To jest wojna celna - mówi przedstawiciel handlowy rosyjskiego rządu w Polsce Nikołaj Zachmatow. Jego zdaniem zakończenie tej wojny będzie zależeć od zachowania Białorusi: Nasze stanowisko jest dosyć proste. Powrót do dostaw może być tylko w wypadku, kiedy strona białoruska zniesie te dodatkowe cła, które ona wprowadziła na niejasnych zasadach.

Niejasności jest jednak więcej. Wygląda na to, że oprócz wojny ekonomicznej trwa też wojna informacyjna. Zachmatow obstaje bowiem przy stanowisku, że to Mińsk ograniczył tranzyt. Na stwierdzenie, że to rosyjski Transnieft przyznał się właśnie do zakręcenia kurka odpowiedział: Ja mam inne trochę informacje i tylko na nich mogę się opierać. Sytuacja rozwija się szybko, więc w każdej chwili może się coś zmienić. Być może także w kwestii przywrócenia dostaw. Białoruś przystanie z pewnością na rosyjskie żądania. Podobnie jak zgodziła się na dwukrotna podwyżkę cen gazu.

Komisja Europejska nie widzi zagrożenia

Komisja Europejska twierdzi, że w najbliższym czasie ropy wystarczy. Rzecznik komisarza do spraw energii powiedział, że Niemcy mają rezerwę na 130 dni, a Polska na 70. To trochę mniej niż podaje pełnomocnik rządu Piotr Naimski, według którego mamy rezerwy na 80 dni.

Jak ustaliła korespondentka RMF FM, Warszawa ma mniejsze zapasy od krajów starej Unii na własne życzenie. W negocjacjach członkowskich z Unią ponad 3 lata temu, sami wynegocjowaliśmy zmniejszenie unijnej normy wynoszącej 90 dni ze względu na wysokie koszty magazynowania ropy. Komisarz Unii do spraw energii zwołał na koniec tygodnia spotkanie unijnych ekspertów, którzy zdecydują jak Unia ma zareagować na przerwę w dostawach ropy.