Strzelanina w San Bernardino w Kalifornii. Policja zastrzeliła dwoje podejrzanych - mężczyznę i kobietę. Los trzeciego podejrzanego jest nieznany. W czasie ataku 14 osób zginęło, a co najmniej 17 zostało rannych.

Bliscy ofiar strzelaniny /MIKE NELSON /PAP/EPA

Szef policji w San Bernardino Jarrod Burguan poinformował, że podejrzanych zastrzelono podczas wymiany ognia po zatrzymaniu czarnego samochodu sportowo-terenowego, podobnego do widzianego na miejscu masakry. Mieli przy sobie broń długą i krótką, a także inne podejrzane przedmioty - powiedział Burguan. Byli ubrani w odzież typu wojskowego. Szef policji w San Bernardino Jarrod Burguan poinformował, że 28-letni mężczyzna to obywatel amerykański Syed Farook; towarzyszyła mu 27-letnia kobieta Tashfeen Malik, której obywatelstwo nie jest znane. Para najprawdopodobniej była małżeństwem albo zaręczona.Podczas strzelaniny jeden policjant został ranny.

Zatrzymano też osobę uciekającą od samochodu, ale nie wiadomo czy jest powiązana z masakrą. Burguan nie wykluczył, że trzeci podejrzany zdołał uciec oraz, że w dokonanie zbrodni zamieszane są także inne osoby.

Motywy sprawców nie są znane. Oni przybyli przygotowani na to co mieli zrobić, tak jakby wykonywali zadanie - powiedział Burguan. Zastrzegł, że bilans ofiar jest prowizoryczny, wielu rannych jest w stanie krytycznym.

Jak powiedział Burguan, sprawcy byli doskonale przygotowani do ataku. Ok. godz. 11 czasu lokalnego otworzyli oni ogień do kilkuset ludzi zgromadzonych w Inland Regional Center, stanowym ośrodku pomocy niepełnosprawnym. Po dokonaniu masakry sprawcy uciekli czarnym samochodem.

W ośrodku, będącym częścią całego kompleksu, odbywała się impreza świąteczna dla personelu okręgowego wydziału zdrowia.

Burguan poinformował, że władze San Bernardino zarządziły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Zamknięto wszystkie lokalne szkoły oraz budynki władz miejskich i okręgowych. W szpitalach zarządzono stan pogotowia.

Na razie nie mamy informacji wskazujących, że był to atak terrorystyczny w tradycyjnym sensie. Bez wątpienia mamy do czynienia z czymś co można nazwać terroryzmem wewnętrznym - powiedział szef policji.

San Bernardino, to miasto liczące ok. 200 tys. mieszkańców, odległe o ok. 100 km na wschód od Los Angeles.

Był to najtragiczniejszy akt przemocy w USA dokonany przy użyciu broni palnej od czasu masakry w szkole Sandy Hook, w Newtown, w stanie Connecticut w grudniu 2012 r., w której zginęło 27 osób (w tym sprawca).

Prezydent Barack Obama wystosował kondolencje dla rodzin ofiar masakry i potępił jej sprawców wskazując, że do tego rodzaju tragicznych wydarzeń dochodzi w Stanach Zjednoczonych coraz częściej. W krótkiej wypowiedzi dla telewizji CBS Obama wskazał, że w żadnym innym kraju, poza USA, nie dochodzi tak często do masakr dokonywanych przy użyciu broni palnej.

Nie powinniśmy akceptować tego stanu rzeczy i uważać go za normalny. Nie znamy motywów sprawców, ale możemy podjąć, wszyscy, na każdym szczeblu władzy, działania aby do takich tragedii nie dochodziło tak często - powiedział Obama.

(abs)