Francuski prezydent Francois Hollande oświadczył, że romska nastolatka Leonarda, której odesłanie do Kosowa wywołało we Francji kontrowersje i protesty, może powrócić do Francji i kontynuować tam naukę, jeśli złoży taki wniosek. Nie może jednak ponownie przyjechać tam z rodziną.

Tysiące licealistów protestowało na ulicach Paryża

Tysiące paryskich licealistów wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko wydaleniu z Francji pochodzącej z Kosowa Romki. 15-letnia uczennica wraz z rodziną musiała wrócić do kraju po przegraniu batalii o uzyskanie azylu nad Sekwaną. czytaj więcej

Hollande dodał, że podjął taką decyzję ze względów humanitarnych, choć w związku z wydaleniem rodziny nie "naruszono żadnego przepisu prawa". Dodał, że lokalne władze otrzymają instrukcje zabraniające zatrzymywania uczniów w czasie, gdy przebywają pod opieką szkoły.

Dziewczyna, z którą agencja AFP rozmawiała w Kosovskiej Mitrovicy, na północy Kosowa, zadeklarowała jednak, że nie zostawi rodziny i nie wróci do Francji sama. Nie tylko ja muszę wrócić do szkoły, ale też moi bracia i siostry - dodała.

Wcześniej opublikowany został raport francuskiego MSW, z którego wynikało, że odesłanie dziewczyny i jej rodziny do Kosowa było zgodne z obowiązującym we Francji prawem. Przyznano jednak, że zatrzymanie uczennicy w czasie szkolnej wycieczki nie było niezbędne. W dokumencie zarekomendowano także, by wprowadzić zakaz wszelkich interwencji policyjnych w godzinach zajęć szkolnych. 

Zatrzymana podczas szkolnej wycieczki


Ministerstwo spraw wewnętrznych informowało w tym tygodniu, że rodzina wielokrotnie odmawiała wyjazdu z Francji. Policja zatrzymała ojca Leonardy i 8 października wydaliła go do Kosowa. Nazajutrz zatrzymała matkę i pięcioro jej rodzeństwa, oprócz samej 15-latki, która była wtedy z klasą na szkolnej wycieczce. Dziewczyna została zatrzymana tego samego dnia przez policję w autobusie na oczach kolegów.

W piątek tysiące francuskich licealistów demonstrowało domagając się umożliwienia dziewczynie powrotu do Francji.

Przebywający w Kosowie ojciec dziewczyny oświadczył, że raport resortu jest "katastrofą". Nie poddajemy się jednak. Moje dzieci były zintegrowane we Francji; będziemy walczyć, bo w Kosowie moje dzieci są obce - mówił Reshat Dibrani agencji AFP.

Kilka dni temu AFP poinformowała, że 47-letni mężczyzna przyznał, że on jako jedyny z całej rodziny urodził się w Kosowie, które ogłosiło niepodległość od Serbii w 2008 roku. Jak relacjonował, wraz z rodziną udał się w 2008 roku do Francji z Włoch, bez żadnych dokumentów. Spaliłem moje pozwolenie na pobyt we Włoszech, a także pozwolenie żony. Francuskim władzom powiedziałem, że wszyscy jesteśmy z Kosowa i występujemy o azyl - dodał. Wyjaśnił, że miał nadzieję, iż w ten sposób zwiększy szanse na uzyskanie we Francji azylu dla siebie i rodziny.

Powiedział też, że wcześniej wystąpił o obywatelstwo włoskie dla dzieci, ale otrzymał odpowiedź, że nie stanie się to przed ukończeniem przez nie 18. roku życia. Na sześcioro dzieci Dibranich pięcioro, w tym Leonarda, urodziło się we Włoszech. Jedynie najmłodsza córka, obecnie 17-miesięczna, urodziła się we Francji.

Dibrani powiedział francuskiej agencji, że uzyskał zapewnienie adwokata, że "dzieci wrócą do Francji, ponieważ nie pochodzą z Kosowa".