Premier Francji Edouard Philippe wyczarterował samolot z Tokio do Paryża za 350 tys. euro, by skrócić swój powrót z Nowej Kaledonii i odbyć ostatni etap podróży w wygodniejszej maszynie niż samolot rządowy - pisze francuska prasa.

Premier Francji Edouard Philippe / CHRISTOPHE PETIT TESSON /PAP/EPA

Premier Philippe przyleciał na Nową Kaledonię, która jest francuskim terytorium zamorskim na Pacyfiku, lotem komercyjnym. Na drogę powrotną zarezerwowano dla niego maszynę francuskich sił powietrznych. Podczas technicznego lądowania w Tokio premier wraz delegacją, w tym z kilkoma ministrami, przesiadł się na samolot wyczarterowany "luksusowy A340 ze 100 miejscami pierwszej klasy" - pisze "L'Obs".

AFP poprosiła o wyjaśnienia Pałac Matignon, oficjalną siedzibę premiera, a jego służby prasowe poinformowały, że czarter A340 pozwolił zaoszczędzić delegacji dwie godziny lotu.

Pałac Matignon tłumaczy dalej, że samolot, który wysłano po premiera "nie służy w normalnych warunkach do transportu dowódców wojskowych ani członków rządu podczas długich nocnych przelotów", a tym razem został wykorzystany "wyjątkowo" pod nieobecność prezydenckiej maszyny A330.

"W sumie koszt tego lotu (...) wyniósł o 30 proc. mniej niż ostatnia podobna podróż na Nową Kaledonię" - przypomina Pałac Matignon. AFP dodaje, że ostatnią taką podróż odbył były socjalistyczny premier Manuel Valls.

Sam premier Philippe powiedział w rozmowie z radiem RTL, że w momencie, w którym musiał wylecieć z Tokio, by zdążyć do Paryża przed wylotem prezydenta Emmanuela Macrona, nie było połączenia komercyjnego. Zasada jest taka, że zawsze (...) premier lub prezydent muszą być na terytorium kraju - dodał. 

(j.)