Katastrofa, porażka lub przynajmniej sygnał ostrzegawczy - tak w Niemczech mówi się o przegranej chadeków Angeli Merkel w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Sama kanclerz obserwuje tę porażkę z daleka. Jest jeszcze w Chinach. Przy okazji szczytu G20 spotyka się dziś z chińskim premierem i dopiero wtedy wróci do Niemiec, gdzie nie czeka na nią kwietny kobierzec.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel /NICOLAS ASFOURI /PAP/EPA

W Niemczech wszyscy czekają na to, jak na porażkę zareaguje kanclerz Merkel. To wotum nieufności dla niej i jej partii CDU, komentuje bowiem wielu politologów. Z radością podchwytują to oczywiście przeciwnicy polityczni szefowej niemieckiego rządu. Głośno świętująca Alternatywa dla Niemiec, która ustami swoich szefów mówi o końcu epoki Merkel. Antyislamska AfD zdobyła więcej mandatów w lokalnym parlamencie niż CDU i zgodnie jest to odbierane jako ocena polityki otwarcia na uchodźców. Za rok wybory do Bundestagu, Merkel jest pod ścianą.

Leżący na północnym wschodzie Niemiec, przy granicy z Polską, kraj związkowy Meklemburgia-Pomorze Przednie należy do najbiedniejszych landów niemieckich, jednak ostatnio rozwijał się w dobrym kierunku dzięki turystyce i eksportowi. Sondaże wskazywały, że większość mieszkańców jest zadowolona z sytuacji ekonomicznej i z pracy rządu.

W zeszłym roku do Niemiec przyjechało ponad milion imigrantów z zamiarem ubiegania się o status azylanta bądź uchodźcy. Do liczącej 1,6 mln mieszkańców Meklemburgii trafiło zaledwie kilka tysięcy obcokrajowców.

(j.)