Wiceszef KE Frans Timmermans oświadczył po debacie w PE na temat sytuacji w Polsce, że jest zadowolony z tego, co usłyszał w jej trakcie od polskiej premier Beaty Szydło. Szef MSZ Witold Waszczykowski uważa, że druga strona była nieprzygotowana do debaty, a niektóre wystąpienia przypominały kabaret.

Frans Timmermans i Beata Szydło /Patrick Seeger /PAP/EPA

Jestem zadowolony, bo (polska premier-PAP) w jasny sposób powiedziała, że chce dialogu. To wszystko, o co proszę. Chciałbym móc przedyskutować te kwestie (wątpliwości dotyczące TK i ustawy medialnej-PAP) bardzo konkretnie z polskimi władzami. To pierwsza faza procedury, w której jesteśmy - powiedział polskim dziennikarzom po zakończeniu debaty Timmermans.

Wiceszef KE relacjonował, że minister spraw zagranicznych podszedł do niego pod koniec debaty i powiedział, że polski rząd czeka na dalszą dyskusję z Komisją. Sądzę, że to bardzo dobry znak. Jestem całkowicie otwarty na ten dialog - zadeklarował. Przypomniał, że KE nie wydaje sądów na temat tego, co dzieje się w Polsce, a jedynie zadaje pytania.

Jak podkreślił, list, który we wtorek przysłał mu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, jest bardzo rzeczowy i racjonalny. To dla mnie nowość i cieszę się z tego. To dobra podstawa do dalszej rozmowy - ocenił.

Ziobro napisał do Holendra, że polski rząd i obecna większość parlamentarna kieruje się w pierwszym rzędzie zasadami demokratycznego państwa, szanuje wolność wypowiedzi i wolność zgromadzeń, a także respektuje i chroni niezawisłość sądownictwa, w tym sądu konstytucyjnego.

Timmermans uważa, że debata w PE nie była emocjonalna, a ożywione argumenty pojawiały się jedynie ze strony prawicy wpierającej działania PiS. Jak powiedział, PE nie jest miejscem na szczegółowe przekazywanie informacji, tylko miejscem na debatę polityczną, dlatego nie dziwi się, że europosłowie nie zadawali merytorycznych pytań o sytuację dotyczącą TK w Polsce.

Wiceszef KE mówił, że polska premier jest utalentowanym politykiem, ponieważ za każdym razem w czasie dyskusji ostatnie słowo należało do niej. Szydło zabierała głos trzy razy w czasie debaty.

Minister spraw zagranicznych, oceniając przebieg debaty, powiedział, że jest zawiedziony, iż druga strona była totalnie do niej nieprzygotowana. Ubolewał z powodu braku pytań dotyczących zmian, jakie są wprowadzane w naszym kraju. Było trochę kabaretu - podsumował.

(mal)