Egipskie siły powietrzne dokonały nalotów w pobliżu Bir al-Abd na północy półwyspu Synaj, gdzie wczoraj doszło do najkrwawszego zamachu w historii Egiptu. Armia zniszczyła kilka pojazdów użytych w ataku.

W zamachu rannych zostało ponad sto osób /STRINGER /PAP/EPA

Egipskie lotnictwo zaatakowało również liczne kryjówki, w których terroryści przechowywali broń i amunicję - zaznaczył w swym komunikacie rzecznik sił zbrojnych, Tamer el-Refaey.

Celem ataków z powietrza były górskie tereny wokół miasta Bir al-Abd, na których - jak się zakłada - ukrywają się bojownicy.

Wcześniej prezydent Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi obiecał, że rząd z "brutalną siłą" odpowie na zamach na meczet w Bir al-Abd koło miasta Al-Arisz na północy półwyspu Synaj. Wczoraj grupa 40 napastników zdetonowała tam ładunek wybuchowy przed świątynią wypełnioną wiernymi i otworzyła ogień do uciekających w popłochu ludzi. Zamachowcy byli podzieleni na cztery grupy. Atakowali karetki pogotowia, które przyjechały na miejsce.

Zamach był wymierzony w meczet al-Rawda, do którego uczęszczają wyznawcy sufizmu, czyli muzułmańskiego nurtu mistycznego. Już wcześniej byli oni prześladowani przez islamistycznych bojowników w regionie, w tym przez lokalny odłam Państwa Islamskiego. Dżihadyści uważają wyznawców sufizmu za heretyków.

Według oficjalnego bilansu w tym najkrwawszym zamachu w historii Egiptu zginęło co najmniej 235 osób, a 109 zostało rannych.

Do ataku nie przyznała się żadna organizacja terrorystyczna. Wszystko wskazuje jednak na to, że był to kolejny zamach organizacji Prowincja Synaj, lojalnej wobec ISIS. Grupa ta wzięła na siebie odpowiedzialność za najkrwawsze zamachy w regionie z ostatnich lat, w tym za atak bombowy z 2015 roku na rosyjski samolot czarterowy lecący do Petersburga, w którym zginęły 224 osoby.

Sytuacja na półwyspie Synaj pogorszyła się po obaleniu w 2013 roku przez ówczesnego dowódcę sił zbrojonych Sisiego wywodzącego się z Bractwa Muzułmańskiego szefa państwa Mohammeda Mursiego.

Konflikt w regionie pochłonął setki ofiar. Dżihadyści atakowali głównie policjantów i żołnierzy, ale zdarzały się też zamachy na lokalne plemiona, które współpracują z siłami bezpieczeństwa i które islamiści uważają za zdrajców.

W lutym po serii ataków z Al-Arisz masowo uciekli chrześcijanie. Od grudnia ub.r. ponad 100 chrześcijan, głównie Koptów, zginęło w zamachach na kościoły i inne miejsca na Synaju i w całym kraju.

(mpw)