Włoscy obrońcy zwierząt mobilizują się na rzecz „misia- komunisty” z Toskanii. Tak nazywany jest 38-letni niedźwiedź Bruno, którego Włochom podarowało niegdyś ZOO z dawnego ZSRR. Ogród zoologiczny, gdzie mieszka, jest likwidowany, a on jest za stary na przenosiny.

Dzięki rozgłosowi w mediach Bruno ma coraz więcej fanów w całym kraju. Zdj. ilustracyjne /Ansa/DI MEO /PAP/EPA

Wiele zwierząt już opuściło małe ZOO w miejscowości Cavriglia koło Arezzo. Zostały umieszczone w innych podobnych parkach, na przykład w Belgii i Holandii. Został tam już niemal zupełnie sam sędziwy Bruno, który pod koniec lat 70. został przywieziony z ZOO w Tallinie z ówczesnej estońskiej republiki radzieckiej. Jak przypominają media, niedźwiadek brunatny był podarunkiem, który przypieczętował przyjaźń między władzami ZSRR a gminą, uważaną wtedy za jedną z "najbardziej czerwonych we Włoszech", bo rządzoną przez komunistów.

Teraz na starość Bruno miałby ogromne kłopoty z zaaklimatyzowaniem się w nowym miejscu, a tym bardziej nie poradziłby sobie na wolności. Władze miasteczka, które czuwają nad zamknięciem parku i transferem zwierząt, martwią się tym, że zostanie zupełnie sam, pozbawiony wszelkiej ochrony. Dlatego wraz z obrońcami zwierząt gmina zaapelowała o pomoc dla osamotnionego misia i rozpoczęła gromadzenie pieniędzy na akcję, której nadano hasło "Wspieram Bruno".

Miłośnicy zwierząt mają nadzieję, że dzięki zebranym funduszom uda się wygospodarować miejsce, w którym miś spędzi resztę życia, oraz zapewnić mu odpowiednie warunki. Dzięki rozgłosowi w mediach Bruno ma coraz więcej fanów w całym kraju.

(mal)