Ministerstwo obrony Azerbejdżanu zapowiedziało, że jeśli wspierane przez Armenię siły będą dalej ostrzeliwać cywilów w pobliżu Górskiego Karabachu, oddziały jego kraju zaatakują Stepanakert. To miasto jest uważane za stolicę enklawy.

Ministerstwo twierdzi, że siły armeńskie kontynuują ostrzał azerbejdżańskich pozycji i wiosek na granicy. Na zdj. Ormianie, którzy chcą zasilić ochotniczą armię /VAHRAM BAGHDASARYAN / PHOTOLURE /PAP/EPA

Ministerstwo twierdzi, że siły armeńskie kontynuują ostrzał azerbejdżańskich pozycji i wiosek na granicy, mimo że Azerbejdżan zadeklarował w niedzielę jednostronnie zawieszenie broni.

Górski Karabach - ormiańska enklawa na terytorium Azerbejdżanu - stał się w ostatnich dniach terenem starć sił Erywania i Baku.

Z terenu objętego walkami pomiędzy wojskami azerbejdżańskimi i armeńskimi dochodzą sprzeczne informacje co do liczby zabitych i rannych. Obie strony podają liczbę zabitych po stronie przeciwnika w setkach, lecz jest ona natychmiast dementowana.

Azerbejdżańskie ministerstwo obrony podało w poniedziałek, że jego siły "zneutralizowały" 150 armeńskich żołnierzy i zniszczyły 12 pojazdów opancerzonych. Rzecznik prasowy ministerstwa obrony Armenii Artsrun Ovannisjan zdementował te informacje, mówiąc, że są one produktem "zdziczałej imaginacji" azerbejdżańskich wojskowych.

Siły Górskiego Karabachu poinformowały z kolei tego samego dnia, że w starciach o enklawę straciły łącznie 20 żołnierzy, a 72 osoby zostały ranne. Zginęło także trzech cywilów, w tym 92-letnia kobieta. Podano też, że rakieta trafiła w autobus, który przewoził do Górskiego Karabachu pięciu armeńskich "wolontariuszy"; wszyscy zginęli.

Według dziennikarzy AFP w szpitalu w Stepanakercie leczona jest dwójka dzieci, które zostały ranne w sobotę.

Strony konfliktu obwiniają się nawzajem o ostrzeliwanie zamieszkanych obszarów.

"Konflikt zagrozi stabilności nie tylko na Południowym Kaukazie, ale także Europie"

Prezydent Armenii Serż Sarkisjan ostrzegł w poniedziałek, że jego kraj uzna niepodległość Górskiego Karabachu, jeśli walki nabiorą rozmachu i przekształcą się w regularną wojnę.

Zagrozi to bezpieczeństwu i stabilności nie tylko na Południowym Kaukazie, ale także Europie - dodał.

Władze Górskiego Karabachu zapowiedziały gotowość do dyskusji na temat rozejmu pod warunkiem odzyskania utraconych pozycji i terytoriów, uznanych przez wspólnotę międzynarodową za należące do Azerbejdżanu.

Prezydent Sarkisjan zapowiedział, że wstrzymanie ognia nie będzie możliwe, "jeśli żołnierze obydwu stron nie wrócą na pozycje", które zajmowali przed rozpoczęciem wrogich działań.

We wtorek w Wiedniu ma się rozpocząć posiedzenie Mińskiej Grupy OBWE do spraw uregulowania konfliktu w Górskim Karabachu. W skład grupy wchodzą przedstawiciele Rosji, USA i Francji.

Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, u schyłku ZSRR. Starcia przerodziły się w wojnę między już niepodległymi Armenią a Azerbejdżanem. Wojna pochłonęła 30 tys. ofiar śmiertelnych, były setki tysięcy uchodźców. W 1994 roku podpisano zawieszenie broni. Nieuznawana przez świat, związana z Armenią enklawa formalnie wciąż pozostaje częścią Azerbejdżanu.

(mal)