Popierający libijski rząd demonstranci wdarli się do siedziby islamistycznej milicji Ansar Al-Szaria w Bengazi. Wyrzucili funkcjonariuszy służby, która jest podejrzewana o związki z atakiem na konsulat USA w Bengazi, w którym zginął ambasador tego kraju i trzech innych Amerykanów.

Ambasador USA w Libii oraz trzech innych pracowników amerykańskiej placówki dyplomatycznej zginęło we wtorkowym ataku rakietowym na wschodzie kraju w Bengazi. Zamach ostro potępił Barack Obama. Głosy oburzenia płyną z całego świata. Tymczasem talibowie wzywają do zemsty za film ośmieszający... czytaj więcej

Skandując "Libia, Libia" demonstranci ściągali flagi milicji Ansar Al-Szaria z budynku. Nigdy więcej Al-Kaidy - wołali. Po tym, co stało się w amerykańskim konsulacie, mieszkańcy Bengazi mają dość ekstremistów. Nie zadeklarowali lojalności wobec armii, więc ludzie wdarli się do ich siedziby, a oni uciekli - mówił jeden z demonstrantów cytowany przez agencję Reutera.

Wczoraj tysiące Libijczyków przemaszerowały ulicami Bengazi, demonstrując przeciwko islamistycznym milicjom, które Waszyngton obciąża winą za atak na konsulat USA. Demonstranci domagali się od rządu rozwiązania tych ugrupowań, które odmawiają złożenia broni.