General Motors zapowiada zmiany we wszystkich fabrykach Opla w Europie. W środę wicepremier Waldemar Pawlak oceniał, że pozostanie koncernu w rękach Amerykanów oznacza, iż pracownicy gliwickiego zakładu - ze swoją wydajnością - nie mają się czego obawiać. Czy rzeczywiście?

Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawiała telefonicznie z prezydentem USA Barackiem Obamą na temat decyzji amerykańskiego koncernu General Motors o rezygnacji z planowanej sprzedaży spółki Opel. Do rozmowy doszło w środę wieczorem. Według rzecznika niemieckiego rządu Ulricha Wilhelma, Obama... czytaj więcej

Przedstawiciel General Motors, z którym rozmawiał amerykański korespondent RMF FM Paweł Żuchowski, nie chciał zdradzać szczegółów planu restrukturyzacji Opla, ale wspomniał o możliwej likwidacji niepotrzebnych stanowisk. To swoisty przegląd kadr we wszystkich fabrykach w Europie.

Największe obawy mają w związku z tym pracownicy Opla w Niemczech i stąd wielkie czwartkowe demonstracje we wszystkich czterech niemieckich miastach z fabrykami Opla. Według pracowników, jedynym pewnym zakładem jest ten w Ruesselsheim, natomiast najbardziej zagrożona ma być fabryka w Bochum. W sumie spodziewana jest likwidacja trzech zakładów - dwóch niemieckich i trzeciego w belgijskiej Antwerpii. Podczas demonstracji Niemcy nawoływali swoich kolegów z pozostałych fabryk do kontynuowania protestów. Najmniejsze szanse na odzew są w Polsce - ci sami niemieccy związkowcy akurat w Gliwicach wielkich cięć nie przewidują.