Powódź w mieście Joso we wschodniej Japonii. 25 uznano za zaginione. Woda przerwała wały rzeczne. Trwa akcja ratunkowa - poinformowała minister stanu ds. zarządzania w czasie klęsk żywiołowych - Eriko Yamatani.

Ulewne deszcze przechodzą nad krajem od kilku dni /FRANCK ROBICHON /PAP/EPA

Woda zalała wczoraj 65-tysięczne Joso po fali ulewnych deszczy, które przechodzą od środy nad wschodnią Japonią; wcześniej agencje informowały o 12 zaginionych.

Przez całą noc 500 ratowników poszukiwało zaginionych; dziś rano do akcji dołączyły ekipy strażaków, policjantów i żołnierzy - w sumie około tysiąca osób wspieranych przez śmigłowce.

Blisko 6 tys. ewakuowanych mieszkańców Joso ulokowano w bezpiecznych miejscach, ale ponad 1,6 tys. osób było w piątek rano nadal odciętych od pomocy; ekipy ratownicze nie były w stanie dotrzeć do zalanych budynków ze względu na skalę powodzi. Rzeka Kinugawa zalała okolice, w których znajduje się 6,5 tys. domów, na powierzchni około 32 km kwadratowych.

Dziś rzeka Shibui przerwała wały w Osaki w prefekturze Miyagi, na północnym wschodzie kraju.

W prefekturze Tochigi 90 tys. osób otrzymało wczoraj nakaz ewakuacji, a kolejnym 80 tys. zalecono, by opuściły domy. W Ibaraki nakaz ewakuacji objął 20 tys. ludzi.

(abs)