W największym składzie amunicji na Ukrainie w pobliżu miasta Bałaklija w obwodzie charkowskim doszło do pożaru. Od kilku godzin słychać eksplozje. Ewakuowano ok. 20 tys. osób.

Z okolicy ewakuowano ok. 20 tys. mieszkańców /PAVLO PAKHOMENKO /PAP/EPA

Z powodu wybuchów nie rozpoczęto jeszcze gaszenia pożaru.

Wokół płonącego składu ogłoszono 7-kilometrowy pas bezpieczeństwa. Mieszkający na tym terenie ludzie są ewakuowani. Chodzi o co najmniej 20 tysięcy ludzi. 

Do pożaru i pierwszych wybuchów doszło przed godziną 3 nad ranem (2 czasu polskiego) w miejscach, gdzie przechowywane są pociski czołgowe i artyleryjskie.

Państwowe przedsiębiorstwo obsługi ruchu powietrznego Ukrainy Ukraeroruch zamknęło rano przestrzeń powietrzną w okolicach miasta.

Samoloty nie mogą latać w 40-kilometrowej strefie wokół miejsca zdarzenia. Na miejsce skierowano dwa pociągi strażackie kolei państwowych Ukrzaliznycia. Przewoźnik gotów jest także udostępnić wagony dla ewakuacji ludności - przekazały władze.

Minister obrony Ukrainy Stepan Połtorak poinformował, że pożar w Bałaklii objął około jednej trzeciej terenu składu. Wcześniej poinformowano, że skład zajmuje powierzchnię 368 hektarów i przechowywanych jest na nim prawie 140 tysięcy ton pocisków. Minister oświadczył też, że w wyniku eksplozji nikt nie ucierpiał.

Jedną z wersji, która jest rozpatrywana, jest dywersja. Niewykluczone, że materiały wybuchowe zostały zrzucone z drona - powiedział Połtorak na konferencji prasowej w Kijowie. Przekazał też, że armia wzmocniła ochronę wszystkich składów amunicji w kraju. Ukraińskie służby graniczne wzmocniły kontrole na granicy z Rosją.

Według premiera Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana ogień objął już połowę składów. Uszkodzone zostało blisko połowy składów. Widzimy, że potrzebne nam jest jeszcze kilka dni. Taka sytuacja może potrwać od trzech do siedmiu dni - powiedział, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.

Premier mówił także o śledztwie w sprawie pożaru. Wśród przyczyn rozpatrywana jest dywersja, czego nie wykluczamy, oraz niedbalstwo, co także trzeba sprawdzić. Konieczne jest sprawdzenie wszystkich wersji - podkreślił Hrojsman. 

Wczoraj Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o rozbiciu siatki dywersyjnej działającej w Odessie na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. Zatrzymano dziewięć osób, obywateli ukraińskich, którzy mieli przygotowywać ataki terrorystyczne w południowych i wschodnich obwodach kraju. SBU oświadczyła, że w utworzenie tej siatki był bezpośrednio zaangażowany Główny Zarząd Wywiadu (GRU) Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

(mpw)