Prezydent USA Donald Trump podpisał nowy, złagodzony dekret antyimigracyjny - podał Biały Dom. Dekret nie obejmuje obywateli Iraku ani osób mających wizy i zielone karty, które nadal będą mogły przybywać do Stanów Zjednoczonych. Dekret ma wejść w życie 16 marca.

Donald Trump /JIM LO SCALZO / POOL /PAP/EPA

Jak informuje korespondent RMF FM Paweł Żuchowski, nowy dokument dotyczy 6 państw, a nie 7. Obywatele Iranu, Libii, Syrii, Somalii, Sudanu i Jemenu czasowo nie wjadą do USA. Sekretarz stanu USA Rex Tillerson podkreślił, że Donald Trump zrobił to, by chronić obywateli Stanów Zjednoczonych. Według prezydenckiej administracji, z państw tych mogą pochodzić ludzie, którzy mogliby dokonać zamachów terrorystycznych w USA. 

Irak usunięto z tej listy dlatego, że rząd w Bagdadzie wprowadził nowe procedury bezpieczeństwa. I współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi. Ubiegający się o amerykańskie wizy są lepiej sprawdzani. Bagdad jest także jednym z kluczowych sojuszników USA w walce przeciwko Państwu Islamskiemu. 

Podczas gdy zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa zmieniają się i ewoluują, zdrowy rozsądek podpowiada, by stale dokonywać oceny systemów, na których polegamy, aby chronić nasz kraj - powiedział sekretarz stanu USA Rex Tillerson.

Nowy dekret ma wejść w życie 16 marca, co ma dać czas na jego bezproblemowe wdrożenie i uniknięcie chaosu na lotniskach. Utrzymuje on 90-dniowy zakaz wjazdu dla obywateli sześciu państw zamieszkanych w większości przez muzułmanów - Iranu, Libii, Syrii, Somalii, Sudanu i Jemenu. Wprowadza także zawieszenie na 120 dni przyjmowania uchodźców. Jednak ci, którzy mają już zaplanowaną podróż, mają zostać przyjęci.

Poprzedni dekret wprowadzał 90-dniowy zakazu wjazdu dla obywateli siedmiu krajów muzułmańskich oraz 120-dniowy zakaz wjazdu dla uchodźców ze wszystkich krajów. Uchodźcy z Syrii jako jedyni dostali wówczas bezterminowy zakaz wjazdu. W nowym rozporządzeniu zostali oni objęci wspólnym dla wszystkich uchodźców 120-dniowym zakazem.

Pierwszy dekret antyimigracyjny został podpisany przez prezydenta Trumpa pod koniec stycznia ze skutkiem natychmiastowym, co wywołało chaos na lotniskach i wielotysięczne protesty. "Teraz nie będzie chaosu na lotniskach - zapewniały dziennikarzy wysoko postawione źródła w administracji USA. - Osoby z ważną wizą nie będą miały problemów".

Biały Dom był krytykowany za to, że prace nad pierwszym dekretem prowadził bez konsultacji z ministerstwami bezpieczeństwa narodowego oraz sprawiedliwości, a także z pominięciem Republikanów w Kongresie. Obecnie dekret ten nie obowiązuje, bo został uznany przez sąd za sprzeczny z amerykańską konstytucją jako dyskryminujący ze względu na religię.  

Media zwracają uwagę na język dokumentu, który może sugerować, że amerykańskie służby - wpuszczając imigrantów na terytorium USA - będą preferencyjnie traktować mniejszości religijne z Bliskiego Wschodu, zwłaszcza chrześcijan.  

Przedstawiciele organizacji działających na rzecz praw człowieka krytykują nowe rozporządzenie, ponieważ - jak twierdzą - nie zawiera ono znaczących zmian w porównaniu z pierwszym dekretem podpisanym przez Donalda Trumpa. 

Nowy dekret jest antymuzułmański i zawiera te same fatalne usterki, co poprzedni dekret z końca stycznia - oceniła amerykańska organizacja obrony praw człowieka ACLU.

"Jedynym sposobem zaradzenia zakazowi wjazdu muzułmanów na terytorium USA jest niewprowadzanie zakazu" - oświadczył w komunikacie dyrektor ACLU ds. praw imigrantów Omar Jadwat.

Poprzedni dekret już nie obowiązuje, bo został uznany przez sąd za sprzeczny z amerykańską konstytucją jako dyskryminujący ze względu na religię. Trump ostro skrytykował sędziów, którzy przyczynili się do jego uchylenia. 

(ph)