​Większość mieszkańców Korei Północnej nie wie, kim są Donald Trump lub Kim Dzong Nam, zamordowany na rozkaz młodszego brata. Pjongjang utrzymuje w erze rozkwitu łączności internetowej skuteczną cenzurę na wszelkie wiadomości z zewnątrz - pisze dziennikarz agencji EFE.

Zdjęcie ilustracyjne / Donald Trump /Olivier Douliery / POOL /PAP/EPA

Podczas gdy niemal jak żywcem z powieści kryminalnej historia zabójstwa przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una, a nawet wybór w USA nowego prezydenta objęte są w KRLD ścisłą i niezwykle skuteczną cenzurą, dziennik telewizyjny otwiera tam reportaż z odwiedzin najwyższego przywódcy w państwowym gospodarstwie rybnym.

Jak się nazywa nowy prezydent Stanów Zjednoczonych? - zapytał jeden z państwowych tłumaczy, nazwiskiem Baek, przydzielony do grupy zagranicznych dziennikarzy odwiedzających Koreę Północną, wśród których był Andres Sanchez Braun z hiszpańskiej agencji prasowej.

Baek, mimo iż spędził kilka lat za granicą, gdzie uczył się języków, i mieszka w stolicy, Pjongjangu, który jest w kraju miejscem niezwykle uprzywilejowanym, tylko raz czy dwa słyszał w miejscowej telewizji nazwisko Trumpa, o którym dotąd na wszelki wypadek nie wspominał jednak publicznie.

Dlatego tłumacz wycieczki zagranicznych dziennikarzy nie wie nic o wypowiedziach Donalda Trumpa, o jego zamiarze budowania muru na granicy z Meksykiem czy pierwszych zarządzeniach dotyczących muzułmanów.

Korea Północna zajmuje 179., przedostatnie miejsce w rankingu wolności prasy sporządzanym co roku przez Reporterów bez Granic. Wyprzedza ją tylko Erytrea.

Mimo że szczelny system filtrowania wiadomości z zewnątrz stał się ostatnio odrobinę bardziej przepuszczalny dzięki przemycanym z Chin nowoczesnym odbiornikom, większość północnych Koreańczyków ma dostęp do informacji z zagranicy jedynie za pośrednictwem mediów państwowych.

Stacje zagłuszające na granicach kraju

Od wielu lat na granicach kraju działają potężne stacje zagłuszające.

Dyrektor generalny państwowej firmy turystycznej, Ju Dzong Hyok, wyjaśnia zagranicznym dziennikarzom: "W takich miejscach jak Europa albo Japonia ważne jest wiedzieć, kto urzęduje w Białym Domu, ponieważ utrzymują one dwustronne stosunki z USA. Tymczasem dla nas Stany Zjednoczone są wrogiem, z którym nie mamy stosunków dyplomatycznych".

Jest nam wszystko jedno, Obama czy Bush, albo ten tam Trump. Wszyscy są jednakowo źli - komentuje inny przewodnik nazwiskiem Yu, który jednak okazuje ogromne zainteresowanie, gdy zaczynamy mu opowiadać o wielkim skandalu korupcyjnym, jaki wstrząsnął ostatnio Koreą Południową i podkopał reputację tamtejszej prezydent oraz koncernu Samsung - czytamy dalej w korespondencji.

Jeszcze bardziej doskonała kurtyna chroniła północnych Koreańczyków przed informacjami o śmierci Kim Dzong Nama.

Dopiero w dziesięć dni po tym wydarzeniu północnokoreańska agencja prasowa poinformowała o śmierci "obywatela KRLD mającego paszport dyplomatyczny".

Kim Dzong Nam, syna Kim Dzong Ila (przywódcy w latach 1994-2011) i jego pierwszej konkubiny, Koreańczycy nigdy nie oglądali w telewizji, był niewidoczny podobnie jak większość braci, którzy byli synami przywódców z dynastii Kim.

(łł)