​Przez imigrantów z Europy Wschodniej w Wielkiej Brytanii zwiększa się liczba osób bezdomnych, gdyż przybysze nie chcą płacić za zakwaterowanie - twierdzi poseł z ramienia rządzącej Partii Konserwatywnej.

Zdj. ilustracyjne /FACUNDO ARRIZABALAGA /PAP/EPA

Adam Holloway wygłosił swoją kontrowersyjną opinię podczas debaty w parlamencie. Jeśli mamy być szczerzy w kwestii zależności imigracji i wzrastającej bezdomności, to nie dziwi mnie, że 1950 osób śpiących na ulicach w latach 2016-2017 to imigranci z Rumunii, Polski i Litwy. Kiedy ludzie są tak daleko od domu i nie mają wsparcia rodziny, to ryzyko utraty miejsca zamieszkania jest większa - stwierdził przedstawiciel torysów.

Niektórzy imigranci śpią na ulicach, bo tak wybrali. Wolą taką opcję, niż płacić za zakwaterowanie - dodał.

Parlamentarzysta swoje teorie oparł na własnych doświadczeniach, kiedy sam spał na ulicy podczas lutowej przerwy w obradach Izby Gmin. W budynku znaleziono wówczas podejrzaną przesyłkę.

Kiedy tak chodziłem po ulicach, nie słyszałem, by ktoś mówił po angielsku. Słyszałem języki wschodniej Europy. Słyszałem arabski. I słyszałem włoski - mówił.

Jeśli mówimy o osobach z Europy Wschodniej, to może najwyższy czas, by zastanowić się, czy powinniśmy budować gospodarkę na taniej sile roboczej, kiedy oni nawet nie są w stanie zapłacić za mieszkanie w naszym kraju - podkreślił poseł Partii Konserwatywnej.

Słowom Hollowaya zaprzeczyła jednak Melanie Onn z Partii Pracy. Podała ona oficjalne dane, z których wynika, że na Wyspach 20 proc. śpiących na ulicach to osoby spoza Wielkiej Brytanii. 

(az)