Niemiecka firma musi wypłacić zaległe pobory w wysokości 50 tys. euro dziewczynie, która przez pięć lat zatrudniona była w charakterze praktykantki. Miesięcznie zarabiała 300 euro, bez wynagrodzenia za nadgodziny.

Zdjęcie ilustracyjne /arch. RMF FM /

Pięć lat temu, nastolatka, starała się o etat sekretarki w firmie oferującej usługi finansowe i ubezpieczeniowe. Szef zaproponował jej stanowisko praktykantki. Umowa przewidywała 43-godzinny tydzień pracy, brak wynagrodzenia za nadgodziny i 300 euro miesięcznie.
Jak wyliczył tygodnik "Der Spiegel", dziewczyna zarabiała na godzinę 1,75 euro. Średni tygodniowy czas pracy w Niemczech wynosi 36-38 godzin.

Praktyka w ... ogrodzie

Raz w tygodniu stażystka miała zagwarantowane zajęcia z teorii finansów. Zajęcia odbywały się w domu szefa firmy i polegały na... pielęgnacji jego ogrodu - pisze "Der Spiegel". Kobieta podała więc firmę do sądu po oblanym egzaminie na doradcę finansowego w Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Sąd w Monachium uznał umowę za nieetyczną i nakazał szefowi firmy wypłacenie praktykantce zaległych poborów w wysokości 50 tys. euro plus składki na ubezpieczenie emerytalne i podatki.

Zdaniem sędziów kobieta miała prawo do płacy minimalnej w wysokości 8,50 euro za godzinę.

(ug)