Big Brother bez kamer - tak o swojej służbie mówi sama załoga ORP Sokół. Dlaczego? Bo 25 osób w zamknięciu musi żyć przez dwa tygodnie na bardzo małej przestrzeni. Jutro od 10 do 16 każdy będzie mógł wejść do portu wojennego w Gdyni i zwiedzić jednostki Marynarki Wojennej, m.in fregatę rakietową i dwa okręty podwodne. My o życiu na takim okręcie opowiemy Wam już teraz.

Mesa to zaledwie 9 metrów kwadratowych

Załoga ORP "Sokół" - 25 osób, w tym ośmiu oficerów - wypływa w morze na dwa tygodnie. Przez ten czas żyją w naprawdę klaustrofobicznych pomieszczeniach. Wszak - jak przyznaje komandor porucznik Piotr Pawłowski, który oprowadzał naszego dziennikarza po okręcie - przy projektowaniu takich jednostek "miejsce dla ludzi" to jest ostatnia pozycja.

Dlatego taki okrętowy salon dla żołnierzy - nazywany popularnie mesa - liczy zaledwie 9 metrów kwadratowych. Służy on 25 ludziom do jedzenia, spania i spędzania czasu wolnego po służbie. To jest swoisty rekord - przyznaje komandor Piotr Pawłowski. Oczywiście - jak zaznacza - nigdy cała załoga nie przebywa tam równocześnie, ale kilkanaście osób to norma. Jedna trzecia na załogi jest na stanowiskach. Część śpi - wyjaśnia.

Tajniki okrętowej kuchni

Ci, którzy służą na takich okrętach, to elita Marynarki Wojennej. Jeśli ktoś boi się zamkniętych przestrzeni, może zapomnieć o takiej służbie. Przez ostatnich 18 lat, był tylko jeden przypadek marynarza, który miał prawdziwą klaustrofobię. Kiedy okręt wrócił z morza, zbiegł po trapie na ląd, dosłownie depcząc dowódcy po piętach. I więcej nie wrócił. Po swoje rzeczy przysłał kolegów - opowiada komandor. A zaznaczmy, że to niezgodne z morskim obyczajem - dowódca zawsze schodzi pierwszy, reszta załogi zostaje jeszcze na pokładzie i klaruje okręt.

Co ciekawe, polscy marynarze w trakcie dwutygodniowych rejsów całkiem dobrze się odżywiają. Na przykład ich koledzy z Norwegii podczas rejsu odgrzewają gotowane na lądzie potrawy. Nasi przygotowują wszystko od zera, z naturalnych produktów. Dwóch kucharzy ma do dyspozycji kuchnię - uwaga - o powierzchni 4 metrów kwadratowych, za to z bogatym wyposażeniem. Jest tam zmywarka, podręczna lodówka, piekarnik, zlew, blaty robocze. Lodówki służą schowaniu mięsa i nabiału. Wszystko, co nie musi być w lodówce, jest porozkładane po całym okręcie. Między wyrzutniami torpedowymi zawsze znajdzie się sporo skrzynek z warzywami owocami, bo ich już tutaj nie da rady wcisnąć - mówi komandor Piotr Pawłowski. Kucharze pracują przez cały dzień, gotując dla całej załogi. Jako jedyni na okręcie mogą spać całą noc i nie muszą pełnić wacht.

Spanie na okręcie podwodnym to sport ekstremalny

Ale czy w takich warunkach w ogóle można się wyspać? Na ORP "Sokół" tylko dowódca okrętu na własne pomieszczenie z łóżkiem. Zresztą spanie na okręcie podwodnym, to dosłownie, sport ekstremalny. Zdarzało się, że marynarze lądowali w mesie. Zobaczcie sami, w jakich warunkach żyje załoga ORP "Sokół".