Izraelskie władze planują przyspieszyć ewakuację osadników ze Strefy Gazy, by uniknąć fali protestów przeciwników operacji. Oficjalnie przesiedlenie 8,5 tys. Żydów ma się rozpocząć w połowie przyszłego miesiąca.

Od poniedziałku w izraelskim miasteczku w pobliżu granicy z Gazą koczują tysiące ortodoksyjnych Żydów i działaczy prawicy, którzy chcą urządzić marsz protestacyjny do największego osiedla w Strefie. Obozowisko otoczone jest przez policję i wojsko, które dostały rozkaz powstrzymania demonstrantów. To się na razie udało, ale manifestanci szykują się do zmiany taktyki - chcą wejść do Strefy w małych grupach i dopiero tam urządzić wielki wiec.

Z kolei brytyjski dziennik „Daily Telegraph\" pisze, że planowana ewakuacja może potrwać znacznie dłużej niż założono. Izraelczycy chcą bowiem zrównać z ziemią każdy budynek w 21 osiedlach. Oficjalnie nie chcą, by palestyńscy ekstremiści wykorzystali propagandowo fakt ewakuacji, filmując jak zajmują byłą żydowską własność.

Bliskowschodni paradoks - Palestyńczycy walczą z Palestyńczykami, Izraelczycy z Izraelczykami. Kością niezgody jest Strefa Gazy. Rano bojówki Hamasu ostrzelały m.in. dom szefa palestyńskich służb bezpieczeństwa. czytaj więcej

Budynków nie można po prostu wysadzić w powietrze, bo Izrael obiecał władzom Autonomii Palestyńskiej, że pozostawi całą infrastrukturę - drogi, linie wodociągowe i energetyczne, kanalizację. Palestyńczycy chcą na miejscu wyburzonych osiedli stworzyć własne blokowiska.

Jest jeszcze jeden punkt sporny - co zrobić z gruzem. Do jego wywiezienia trzeba by 80 tys. kursów ciężarówek. Izrael nie chce angażować się w tą operację, ze względu na koszty.