W polskim Sejmie jest bardzo mało rozmowy – mówi w RMF FM sekretarz Polskiego Towarzystwa Retorycznego dr hab. Agnieszka Kampka. Badaczka języka polityki ocenia, że zamiast przekonywania za pomocą argumentów mamy „pozorowaną debatę”, która wychodzi poza parlamentarną mównicę, ponieważ posłowie zabierają głos nie tylko na mównicy, coraz częściej do siebie pokrzykując z ław sejmowych. „Kłamiesz, siadaj, cicho bądź! – to nie są wypowiedzi, które cokolwiek wnoszą do debaty” – mówi gość Marcina Zaborskiego. Dodaje, że chętniej niż argumentów politycy używają – często mało dyplomatycznych – opisów swoich przeciwników, licząc, że dzięki temu szybciej zostaną zauważeni i zapamiętani. „Mamy dosyć krzykliwy i nastawiony na media język polityki. Niewiele różni się od tego, co widzimy poza parlamentem” – ocenia doktor Kampka. Zwraca jednocześnie uwagę, że politycy chętnie sięgają do obrazowego języka, co pozwala łatwiej dotrzeć do wyborców, ale jednocześnie często dokonują zbyt dużych uproszczeń.

"Prostota języka jest czymś pożądanym, ale czymś innym jest upraszczanie świata, a czymś innym mówienie prosto o skomplikowanych rzeczach" - wyjaśnia Agnieszka Kampka. W rozmowie z naszym dziennikarzem komentuje też toczącą się właśnie dyskusję polityków, którzy nawzajem zarzucają sobie zdradę, zamach stanu i pucz. Doktor Kampka przekonuje, że jeśli często sięgamy po wielkie słowa, z czasem się po prostu zużywają. 

"To jest scena jak ze starej bajki o pasterzu, który wołał: 'Na pomoc!', bo wilki mu owce zjadają. Dwa razy wołał, oszukując tych, którzy biegli mu na pomoc, a za trzecim razem, kiedy wilki przyszły, nikt już nie zareagował" - mówi gość Marcina Zaborskiego. 

„Zamach” i „zdrada”. Posłuchaj wywiadu Marcina Zaborskiego na temat języka polityki