Niewinna, bo działała w obronie koniecznej – taki wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Łodzi w sprawie 20-latki oskarżonej o zabójstwo 32-letniego mężczyzny we wsi pod Kutnem, w Łódzkiem. Mężczyzna zginął od ciosów nożem, a dziewczyna przyznała się do morderstwa. Tłumaczyła jednak, że zrobiła to w obronie własnej, bo 32-latek chciał ją zgwałcić.

Sąd uznał, że 20-latka jest niewinna /Tomasz Waszczuk /PAP

Krwawe sceny rozegrały się pod koniec marca 2014 roku w podkutnowskiej wsi. 18-letnia wówczas oskarżona piła alkohol w towarzystwie dwóch mężczyzn. Potem została sama z 32-latkiem. Gdy zasnęła, obudziła się naga. Nagi mężczyzna w wyraźny sposób, słowami i swoim zachowaniem, dawał do zrozumienia, że zamierza odbyć z nią stosunek, wbrew jej woli.

Wtedy dziewczyna zadała mężczyźnie kilka ciosów nożem i uciekła. 32-latek zmarł na miejscu. Częściowo obnażoną nastolatkę, stojącą przy drodze, odnalazł przypadkowy kierowca i zawiózł ją do szpitala. Tam, po badaniu okazało się, że miała 2 promile alkoholu w organizmie.   

W czasie śledztwa nastolatka przyznała się, że zamordowała mężczyznę. Jednak z jej zeznań wynikało, że to była samoobrona, bo 32-latek chciał ją siłą zmusić do seksu.

Biegły psychiatra, który badał dziewczynę, potwierdził, że zabiła w afekcie. Na tej podstawie prokurator przyjął, że nastolatka w chwili zabójstwa była pod wpływem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznościami. Dlatego za to morderstwo - zamiast dożywocia - groziło jej maksymalnie 10 lat więzienia.

Sąd I instancji uniewinnił 20-latkę, bo uznał, że działała w obronie koniecznej. Ten wyrok, choć odwoływała się od niego prokuratura, podtrzymał Sąd Apelacyjny w Łodzi.

Wszystkie procesy w tej sprawie toczyły się za zamkniętymi drzwiami, a kobieta odpowiadała z wolnej stopy.

(dp)