Około 12 procent - tyle udziałów w lokalnym szpitalu ma po weekendzie Starostwo Powiatowe w Kwidzynie. Większościowym udziałowcem jest już komercyjna spółka, która wcześniej była dzierżawcą placówki. Fakt sprzedaży zaskoczył pracowników i zaostrzył trwający w szpitalu strajk.

Protest pielęgniarek (zdj. ilustracyjne) / Grzegorz Michałowski /PAP

Części opinii szeregowych pracowników szpitala cytować nie wypada. W wielu padają słowa o żalu, smutku i zawodzie. Jak twierdzą pracownicy, do sprzedaży doszło bez ich wiedzy i uwzględnienia ich postulatów. Wiele pielęgniarek przyznaje też, że nie ma już zaufania do władz powiatu. 

Po cichu, pod stołem, nas po prostu sprzedali. To jest cios poniżej pasa dla mnie. To smutne i ogóle, świadczy o naszej władzy - mówi jedna z pielęgniarek. Jeśli ktoś uważa, że robi dobrze, to się tego nie wstydzi i głośno o tym mówi. A nie robi po cichu. Takie jest moje zdanie - mówi stanowczo kolejna z pielęgniarek. 

Pielęgniarki przynajmniej wywalczyły od poprzedniego rządu podwyżkę, a my? 8 lat ani ja, ani żaden z moich kolegów, ani nikt z technicznych pracowników, nikt tu nie dostał żadnej podwyżki - przyznaje jeden z ratowników medycznych. Dodaje, że spór w szpitalu trwa od dawna. Były już protesty - także w budynku Starostwa Powiatowego. Pracownicy chcieli oczywiście rezygnacji z planów sprzedaży szpitala. Do tego zabiegali o realny plan inwestycji w placówce, a także o podwyżki. I dwa ostatnie postulaty dla pracowników pozostają aktualne.

Urzędnicy nie zgadzają się jednak ze zdaniem pracowników i z oskarżeniami o sprzedaż "po cichu". "o realizacja umowy przyrzeczenia sprzedaży udziałów. Mówiliśmy o tym publicznie, informowaliśmy radnych - tak starosta kwidzyński tłumaczy transakcję. Jak mówi sprzedaż i tak miała się odbyć, ale w 2018 roku. Nowy właściciel był już bowiem dzierżawcą placówkę. Miał obiecane, że po 5 latach będzie mógł kupić udziały. Brakowało funduszy, urzędnicy przyspieszyli więc termin planowanej transakcji. 

Nawet i w 2018 roku to by nie było "po głośnemu", że tak powiem. To też by się odbyło u notariusza, w taki a nie inny sposób. Rozmowy o wcześniejszej sprzedaży trwały już. Do wiadomości publicznej, do wiadomości radnych ta informacja docierała. Natomiast sama data nie była wcześniej zapowiadana. Do ostatnich godzin trwały negocjacje, rozmawialiśmy na temat warunków sprzedaży - tłumaczy Jerzy Godzik, starostwa kwidzyński. Zapewnia, że dzięki temu powiat miał zyskać korzystny zapis o karach umownych za zwłoki w szpitalnych inwestycjach. Dodaje, że powiat ma jeszcze około 12 procent udziałów, a to daje mu prawo weta na przykład w kwestii likwidacji szpitalnych oddziałów czy innych istotnych zmian.  

To jednak nie przekonuje pracowników.  Weto można postawić. Owszem. Ale nic z tego nie będzie wynikać. Udziałowiec większościowy zrobi po swojemu. Tak jak będzie chciał. Czyli tak jak zrobiło z nami starostwo powiatowe - mówi pracownik szpitala. Ci zapewniają, że nie chcą odchodzić od łóżek pacjentów. Na razie strajk ma polegać na oflagowaniu budynku. O ewentualnym kolejnym zaostrzeniu protestujący mają decydować za tydzień.


(j.)