Domowi browarnicy przekonują, że jedyne czego trzeba mieć pod dostatkiem to… cierpliwość.

Cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość

Najpierw mielimy słód, chyba że zaopatrzyliśmy się w słód ześrutowany. Podgrzewamy wodę w wielkim garze do temperatury 66 stopni i wsypujemy wspomniany słód. Z dodawaniem ekstraktu chmielu trzeba bardzo uważać, ponieważ dodany zbyt wcześnie spowoduje, że piwo będzie gorzkie. Dodany pod koniec nie da goryczy a więcej aromatu chmielowego.

Po zagotowaniu całej zawartości garnka trzeba ja jak najszybciej schłodzić. Najprościej jest wsadzić przykryty garnek do wanny z zimna woda ale tak by woda z wanny nie dostała się do wnętrza garnka. Kiedy zawartość osiągnie temperaturę 27 stopni Celsjusza przelewamy ją do pojemnika fermentacyjnego wcześniej wybierając sitkiem chmiel – nie chcemy żeby piwo było gorzkie!!! Wrzucamy drożdże i zamykamy szczelnie pojemnik fermentacyjny. Po upływie doby pokrywka pojemnika powinna lekko „bulgotać”. Po 3 tygodniach fermentacji pokrywka zachowuje się tak jak by chciała sama zejść i to oznacza, że piwo jest gotowe do butelkowania.

Teraz przyda się cukier lub suchy ekstrakt słodowy do nasycania piwa. Gotujemy cukier w małej ilości wody, schładzamy go i dodajemy do sfermentowanego piwa a następnie napełniamy czyste butelki piwem.

Potem piwo musi dojrzewać przez minimum miesiąc a najlepiej dwa a potem można się delektować własnym piwem. Na zdrowie.