4 lipca Sąd Okręgowy w Warszawie ma ogłosić wyrok w sprawie odwołania od orzeczenia Krajowej Izby Odwoławczej dotyczącego zakupu z wolnej ręki samolotów Boeing 737-800 do przewozu osób na najwyższych stanowiskach w państwie.

Zdjęcie ilustracyjne /Kuba Kaługa /RMF FM

KIO zgodziła się wiosną na zawarcie umowy z wolnej ręki stwierdzając zarazem, że procedura zastosowana przez MON była naruszeniem przepisów. Swoją skargę na wyrok KIO wycofała Jet Business Intl. Corp. - jedna z firm zainteresowanych potencjalną dostawą. Sąd rozpatrywał jedynie skargę MON.

Na dziś chciałbym podkreślić ważność umowy, która jest realizowana - powiedział po rozprawie płk Michał Marciniak z Inspektoratu Uzbrojenia, zastrzegając, że więcej będzie mógł powiedzieć po publikacji wyroku.

Powtórzył argumenty MON, że po unieważnieniu przetargu trzeba było zastosować tryb z wolnej ręki, ponieważ gdyby nie wykorzystano oferowanych przez producenta - firmę Boeing - dwóch ostatnich miejsc na linii produkcyjnej samolotów w wersji, którą chciało MON, z zakupem nowszej trzeba by czekać kilka lat, bo jednym z wymogów jest, aby maszyny dla VIP były co najmniej od trzech lat w eksploatacji.

Umowę na dostawę dwóch nowych i jednego używanego samolotu Boeing 737-800 w specjalnej wersji, wartą ponad 2 mld zł, podpisały 31 marca Inspektorat Uzbrojenia MON i korporacja Boeing. By to umożliwić, KIO uchyliła zakaz zawarcia umowy, który obowiązywał, ponieważ przed Izbą toczyło się postępowanie z odwołania trzech zainteresowanych kontraktem firm, wśród nich jednej, która uczestniczyła we wcześniejszym, unieważnionym przetargu. Godząc się na zawarcie umowy KIO uznała zarazem, że negocjując umowę tylko z Boeingiem, Inspektorat Uzbrojenia naruszył przepisy o uczciwej konkurencji. Izba nie podzieliła argumentacji MON, że część środków na zakup samolotów dla VIP - ok. 540 mln zł - pochodzące jeszcze z budżetu na rok 2016 przepadłyby, gdyby nie były zostały wydane do końca marca.


(łł)