Cmentarz choleryczny położony w środku lasu, na peryferiach Pragi Północ to warszawska nekropolia, o której wie niewiele osób. Znajduje się na granicy Targówka i Pragi Północ, w trójkącie utworzonym przez tory linii Nadwiślańskiej. Żeby dostać się do niego, trzeba przejść przez las i tory kolejowe, którymi jeżdżą podmiejskie pociągi. Ta niezwykła nekropolia istnieje w tym miejscu od 1872 roku. Ze względów sanitarnych właśnie tam pochowano 484 osoby, które zmarły w wyniku epidemii cholery oraz 7 żołnierzy, którzy wyznawali religie pogańskie.

Większość osób, które tutaj trafiają to przypadkowi spacerowicze - przyznaje w rozmowie z RMF FM Izabela Danił, przewodnik po Warszawie. Czasami można spotkać tu wycieczki, które podróżują szlakiem stołecznych cmentarzy. Większość odwiedzających to przypadkowe osoby, które trafiły tu bez planu i są zaskoczone, że jest tu takie miejsce - dodaje. 

Reporter RMF FM Michał Dobrołowicz odwiedził cmentarz choleryczny w Warszawie

Idąc od strony ulicy Namysłowskiej w kierunku cmentarza cholerycznego trzeba przejść przez tory kolejowe, którymi regularnie jeżdżą podmiejskie pociągi i przez brzozowy las. Okolica, zwłaszcza po zmroku, wygląda tajemniczo.


Przez lata cmentarz był dewastowany i bardzo zaniedbany. W 2009 roku postawiono tam pomnik upamiętniający pochowane na cmentarzu cholerycznym osoby, otoczono go też ceglanym murem. Na miejscu można zobaczyć tablicę z napisem: Tu spoczywają szczątki 478 ofiar zarazy cholerycznej z lat 1872-1873 zebrane pod wspólną mogiłą po zniszczeniu cmentarza cholerycznego podczas budowy węzła kolejowego w 1908 r.


Jak przeczytać można na stronach internetowych miłośników warszawskich zabytków (m.in. twoja-praga.pl), "w latach okupacji (...) cmentarz stał się totalną ruiną, miejscem zbiórki poszukiwaczy złomu i niestety wandali. Od 2005 roku teren cmentarza został oczyszczony przez grupę zapaleńców, a sama mogiła została wybetonowana aby zapobiec wykopywaniu szczątek ludzkich. W 2007 roku rozpoczęły się roboty modernizacji linii kolejowej nr 9 Warszawa - Gdańsk. W trakcie robót ziemnych pod budowę nowego toru, po wycięciu krzaków, widocznym stał się teren cmentarza, zrujnowany mur cmentarny i szczątki kamiennego pomnika". W połowie lat 60. Liga Obrony Kraju korzystała z tego terenu do ćwiczeń strzeleckich.


Są spekulacje, że pochowani mogli być tu żołnierze wyklęci - mówi Izabela Danił. Nie wiadomo nic o nawet bardzo dalekich krewnych osób, które zostały tu pochowane, które miałyby odwiedzać to miejsce czy zapalić znicz - dodaje. Dla poprawy bezpieczeństwa cmentarz jest monitorowany. Nadal nie prowadzi do niego żadne dogodne dojście i nie sądzę, żeby to się szybko zmieniło. Cmentarz nie został wpisany do żadnego rejestru zabytków - podsumowuje. 

(mn)