Najwcześniej we wtorek poznamy wyniki oględzin mieszkania i ciał znalezionych w kamienicy przy ul. Stalowej na warszawskiej Pradze. W poniedziałek po południu strażacy znaleźli tam zwłoki kobiety i dwójki dzieci. Przyczyny ich śmierci ma ustalić sekcja zwłok.

Służby i mieszkańcy w pobliżu miejsca tragedii /PAP/Paweł Supernak /PAP

Na razie policjanci przyjmują wersję, że wewnątrz doszło do niewielkiego pożaru. W poniedziałek po południu znajomy kobiety, która zginęła zawiadomił służby, że z jej mieszkania wydobywa się dym. Później dostał się do środka, gdzie znalazł ciała.

Strażacy twierdzą, że gdy przyjechali na miejsce, w mieszkaniu nie było już pożaru. Natrafiono na dwa nadpalone miejsca, ale nie ma pewności, kiedy dokładnie objął je ogień. Pojawiły się też nieoficjalne informacje, że kobieta miała obrażenia głowy.

Straż była na miejscu już w nocy

Jak ustalił nasz reporter, strażacy byli w kamienicy przy ul. Stalowej kilkanaście godzin przed znalezieniem ciał. Nocne wezwanie związane było z zadymieniem, którego ostatecznie nie wykryto. Mundurowi pukali do mieszkań - drzwi lokalu, w którym znaleziono dziś ciała kobiety i dzieci, nikt im nie otworzył.

Strażacy nie podejmowali żadnych działań gaśniczych, bo nie było ku temu podstaw. Nie stwierdzono żadnego pożaru ani zadymienia - powiedział nam Michał Konopka ze stołecznej straży pożarnej.

(mn)