Pani Monika z Jodłówki koło Bochni w ciągu kilku minut straciła dorobek swojego życia w pożarze. Spłonęła większa część jej domu - budynek nie nadaje się już do mieszkania. Ogień wydobył się z instalacji elektrycznej na poddaszu. Kobieta została sama, z dwójką dzieci i kredytem. Prosi o pomoc - potrzeba jej przede wszystkim materiałów budowlanych, żeby naprawić dach, zwłaszcza przed jesiennymi przymrozkami.

Zniszczenia po pożarze są bardzo powazne /Dominika Panek /RMF FM

Zaczęłam przygotowywać obiad dla dzieci. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam dym, ale nie z komina, tylko leciał spod dachu - wspomina w rozmowie z naszą reporterką pani Monika Hadała. To wszystko zdarzyło się w ciągu 15 minut, zostaliśmy bez dachu nad głową. Kazałam dzieciom uciekać, a ja, co dałam radę, wyrzucałam przez okno. Jakieś ubrania dzieci, książki - opowiada.

Ogień zniszczył poddasze i dach. Spłonęły wszystkie sprzęty należące do pani Moniki i jej synów. Z parteru udało się uratować tylko mikrofalówkę, zmywarkę i niewielką ilość mebli. Pod panelami jest mnóstwo wody. Jak się stanie, to woda spod nich wychodzi, wszystko się nadaje do wyrzucenia - mówi Anna Mędrecka, matka pani Moniki.

Potrzebna pomoc

Pani Monika zamieszka teraz z synami w jednym pokoju, który udostępnił jej sąsiad. Gmina wypłaci poszkodowanym niewielki zasiłek i zorganizuje zbiórkę parafialną, potrzeby są jednak dużo większe.

Środki finansowe w postaci zasiłku zostaną wypłacone do końca tego tygodnia, żeby pani Monika mogła kupić sobie najpotrzebniejsze rzeczy. Dzieci mają zapewnione dożywianie w szkole - mówi Piotr Koczanowski, sekretarz gminy Rzezawa.

Pogorzelcom pomaga rodzina i sąsiedzi. Dziś porządkowali wnętrze domu i wynosili gruz, przewozili też łóżka do lokalu, w którym pani Monika zamieszka z synami, do czasu wyremontowania dachu.

Kobieta sama wychowuje dwójkę dzieci, na dom wzięła kredyt. Nie ma pieniędzy na odbudowę zniszczeń. Przyda jej się każde wsparcie, zwłaszcza finansowe, a także w postaci materiałów budowlanych na odbudowę dachu.

Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, ustala je policja. Wiadomo, że instalacja elektryczna na poddaszu domu nie była w najlepszym stanie, była wielokrotnie przerabiana. Być może została uszkodzona nawet kilka lat temu, jeszcze przed tym, jak do domu wprowadziła się pani Monika.

(mn)