Reklama

  • "Stop zwolnieniom z WF-u"

    Piątek, 6 września 2013 (19:28)

    Minister sportu Joanna Mucha przedstawiła założenia kampanii promującej uczestnictwo w lekcjach wychowania fizycznego. Podkreśliła rolę rodziców i lekarzy. "Zwalnianie z WF-u jest wyrządzaniem krzywdy dzieciom" - zaznaczyła.

    Zdjęcie

    Minister sportu i turystyki Joanna Mucha podczas inauguracji akcji "WF z klasą" w warszawskiej Szkole Podstawowej Nr.53
    /Tomasz Gzell /PAP
    Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

    Czy zdarza Ci się unikać lekcji WF?

    • 36%
    • 40%
    • 24%
    głosów: 214

    Od początku tygodnia trwa akcja, która ma na celu zachęcenie uczniów do ruchu. Kampania nosi nazwę "Stop zwolnieniom z WF-u".

    Minister Mucha przedstawiła wyniki badań prof. dr hab. med. Barbary Woynarowskiej z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Wynika z nich, że lekarze oraz rodzice zbyt często zezwalają dzieciom na nieuczestniczenie w zajęciach.

    Odnośnie frekwencji Mucha przytoczyła wyniki raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2010 roku, wedle których wspomniane lekcje opuszcza 19 procent uczniów szkół podstawowych, 24 procent gimnazjalistów oraz 36 procent młodzieży ze szkół ponadgimnazjalnych.

    Dane, które posiadamy, są niepewne. Nikt tego zjawiska dokładnie nie badał, nawet dane NIK oparte są na kilkudziesięciu szkołach i nie można powiedzieć, że są w pełni wiarygodne. Chcę dokładnie zbadać to zjawisko w najbliższych miesiącach, by później to sprawdzać i monitorować - argumentowała.

    Zdaniem minister sportu to nie dostęp do sal gimnastycznych i infrastruktury jest główną przyczyną niskiej frekwencji na WF-ie dzieci i młodzieży uczących się.

    To nie może być wymówką. Widziałam rewelacyjne zajęcia przeprowadzane na korytarzu. W tej samej placówce ćwiczono też na schodach, nawet to jest możliwe. W moim przekonaniu to nie infrastruktura jest problemem, a przynajmniej nie jedynym - wyliczała.

    Jak dodała, rodzice powinni pytać pociechy, jak wygląda WF w szkołach, tak jak pytają o lekcje języka polskiego czy angielskiego.

    (j.)

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Skomentuj artykuł: "Stop zwolnieniom z WF-u"

Wasze komentarze (29)

Dodaj komentarz
leszcz

~leszcz -

Ja jestem niby leszczem hahaha chyba wy matoły sportowcy sa.......srani

Agnieszkaaaa

~Agnieszkaaaa -

Ja zwolnienie z wu-fu załatwiłam sobie w szkole średniej. Zajęcia wyglądały tak, że z dziewczynami ćwiczyłyśmy, a na sale mógł sobie wejść kto chciał i zwykle nasze ćwiczenia odbywały się przy np. 30 chłopakach którzy oczywiście dogłębnie i na głos nabijali się z każdej jak popadnie. Ostatecznie na 25 dziewczyn ćwiczyło 8. Zas w gimnazjum miałam tez nie lepsze cyrki, nauczycielka kazała zakupić białe koszulki i nie spodenki ale krótkie getry czy inaczej leginsy takie przed kolano. Po czym nakazała nam wkładać koszulki w spodenki czyli getry, łatwo sobie wyobrazić jak wyglądałyśmy. Jak ktoś nie wie to proponuje sobie koszulkę luźniejszą włożyć w majtki no podobny efekt. Masakra takie pierdoły a tak zrażają....

KasiaG

~KasiaG -

nienawidzę wfu i nie rozumiem dlaczego jestem do tego zmuszana.

dominik

~dominik -

polskie dzieci za nieuczęszczanie na wf karać mandatami. tak sobie załatacie te swoje dziury żydki

MLW

~MLW -

Ja nie ćwiczyłam na wf-ie, gdy chodziłam do szkoły. Poprostu na odczepne zaliczałam zadania pod koniec roku i z głowy. Dzieci i młodzież nie chcą ćwiczyć bo: 1.trzeba przebierac sie przy innych a to jest krepujace, 2.po wfie czlowiek upocony musi isc na dalsze lekcje, 3.w szatni trzeba zostawic rzeczy ktore zdarza sie ze gina, a telefonow tez nie ma gdzie przechowac zazwyczaj,4. wf powienien byc zabawa ! a nie jakimis durnymi konkurencjami konkretnie na czas a nie kazdy jest mistrzem biegów itp. Potem nawet jesli ktos sie przyklada i cwiczy na wf to jesli nie ma super wytrzymalosci i kondycji to i tak ma slaba kondycje.

ja ty on

~ja ty on -

ćwiczenia na korytarzu, nawet w szkole średniej ! Więc wolałem być na zwolnieniu bo po co tracić czas. Więc muszko nie podskakuj zbyt wysoko zanim się nie zorjętóuesz jakie jest podłoże. To Po to jeszcze nic mądrego nie wymyśliło

Bull-Byk

Bull-Byk -

A ja jestem zdania, żę dzieciaki sa po prostu leniwe i tyle. Jak ja chodzilem do szkoly nie bylo zmiluj sie, albo zwolnienie lekarskie! albo chodzenie na zajecia. Zreszta jakbym chcial niechodzic pierwsze co to moi rodzice by oponowali. To co pamietam z W-F z podstawowki: 1) Kilka klas rownoczesnie i to nie ze powiedzmy klasa 5a i 5b to bylo na zasadzie klasa 4a i klasa 7c w zwiazku z roznica wiekowa pogodzic sie zajec sensownie nie dalo. Ale robilo sie mieszane sklady i w jakas koszykowke czy nawet 2 ognie sie grywalo 2) W-f kobiet i mezczyzn: chlopcy nawet najwieksze lamagi ( w tym ja) starali sie byc aktywni, kobiety to wlasnie te co w pierwszej kolejnosci braly zwolnienia, jak juz byl w-f to wszystko robily tak zeby sie nie przepracowac. Gra w siatkowke z dziewczynami na w-f wygladal mniej wiecej tak (mieszane sklady) ze chlpcy latali po calym boisku a kobiety staly doslownie jak kolki i obrazone na caly swiat. 3) System oceniania: no tu nie bylo sprawiedliwosci. Trudno oceniac wszystkich tymi samymi kryteriami a tak bylo. Jeden kolega byl dosc ciezki i masywny i bieganie na 60 m czy skok w dal w wyniku samej masy byl gorszy od wszystkich i dostawal za to same 2 i 3. Moze asem z nauki nie byl ale to demotywowalo. Ja nawet paimetam ze raz mialem swiadectwo z paskiem: prawie same piatki jedna z czworek to wlasnei W-F Natomaist pisanie o higienie itp. Szczerze wtedy nikt sie tym nie przejmowal - to raczej nauczyciele umierali ze smrodu a nie uczniowie W LO to juz troche lepiej, byly prysznice ale nie bylo sie kiedy umyc wiec i tak malo byly uzywane. Jedno co jedak moge powiedziec o podstawowce i LO to roznorodnosc. W podstawówce: mini hokej, pilka halowa, pilka siatkowa, koszykowka, nawet 2 ognie, lekkoatletyka a nawet basen. w LO podobnie ale do niektorychrzeczy bylismy zmuszeni np. badminton - nikt nie chcial grac, nauczyciel sprytnym fortelem nas zmusil - i nagle okazalo sie ze badminton nie taki zly.... Na studiach niby byl wybor a i tak jeden semestr robilo sie to inny mozna bylo cos zmienic, jak ktos wybral tenis stolowy to nawet jak mu sie nie spodobalo dalej musial go ciagnac... :/ Natomiast zauwazylem ze obecnie dzieciaki sa coraz bardziej leniwe, nie chce im sie uczyc, nie chce im sie chodzic na w-f. Najchetniej to robilyby wszystko czego nie mozna, ja tutaj wine widze glownie po stronie rodzicow, ktorzy w ogole nie interesuja sie tym co robia pociechy.

Ja

~Ja -

Ta kobieta tylko się ośmiesza,ciągle.

Panna Wanna

~Panna Wanna -

Może warto pomyśleć dlaczego dzieci się zwalniają z wf ? Tu nie chodzi o lenistwo. Nieraz gorzej sobie z czymś radzą i przez to są wyśmiewane. Albo muszą robić to czego nie lubią. Może zajęcia powinny być bardziej elastyczne? W podstawówce, gimnazjum, liceum się zwalniałam, nienawidziłam tego, przez wyżej wymienione powody. Na studiach jest inaczej, mam wybór, fitness, siłownia, basen i kocham wf! Tak, tu chodzi o PODEJŚCIE, o to żeby dać WYBÓR żeby dzieci mogły robić to co CHCĄ a nie to co MUSZĄ.

babol

~babol -

Moja przygoda z WF-em od początku była trudna, przez paskudne nauczycielki. W podstawówce fajne były tylko chude dzieci, które biegały i jeździły na zawody. Jak ktoś był odrobinę grubszy i nie był dzieckiem nauczyciela to miał przesrane... A ja naprawdę chciałam ćwiczyć, żeby schudnąć, ale mając taką demotywującą nauczycielkę jeszcze bardziej zniechęcałam się do ruchu. W gimnazjum było już troszkę lepiej, bo moja szkoła nie miała sali i zimą mieliśmy zajęcia na basenie, a latem taniec i spacery do parku. Dzięki tym zajęciom nawet nauczyłam się pływać i nauczycielowi nie przeszkadzało to, że pływam zdecydowanie wolniej niż pozostali. Niestety w liceum znów zaczął się koszmar. Trafiłam na paskudną, chudą, spaloną na solarium dziunię, która na jednych zajęciach zarzuciła mi, że "niekobieco ruszam bioderkami", wyłączyła muzykę i postawiła mnie na środku klasy aby mnie "nauczyć"(czytaj- upokorzyć). Od tego czasu więcej razy nie ujrzała mnie na zajęciach z pełną aprobatą moich rodziców. Skargi nie mogłam na nią złożyć, bo dyrektor też jest nauczycielem WF-u... WF polubiłam w zasadzie dopiero na studiach. Trafiłam do świetnej grupy aerobiku i miałam fantastyczną prowadzącą. Dzięki niej mój uraz trochę się zmniejszył :) Po moich przygodach w poprzednich szkołach wiem, że WF to zło i jak moje dzieci nie będą chciały chodzić to ich nie będę zmuszać. wolę posłać je na basen, lub gdzieś indziej, niż żeby pastwiły się nad nimi jakieś niewyżyte babsztyle.