Polskie stocznie mają szansę odnieść sukces biznesowy. Paradoksalnie w czasie kryzysu może być to łatwiejsze, bo surowce są tańsze - mówią dziennikarce RMF FM Agnieszce Witkowicz eksperci z branży. Trzeba jednak obniżyć koszty produkcji. A to wymaga restrukturyzacji majątku i przede wszystkim wynagrodzeń.

Majątek stoczni z Gdyni i Szczecina trafił w ręce jednej firmy - United International Trust. O tajemniczym inwestorze wiadomo tylko tyle, że jest zarejestrowany na Antylach Holenderskich i – jak wynika z nieoficjalnych doniesień - reprezentuje kapitał z Bliskiego Wschodu. czytaj więcej

W czasie, gdy na rynku zaczynają dominować stocznie z Azji, a na Europę przypada tylko 10 światowej produkcji statków, nasze zakłady muszą znaleźć niszę. Dlatego stocznia w Gdańsku chce produkować elementy do elektrowni wiatrowej. Wyspecjalizować się też mają zakłady z Gdyni i Szczecina – w tych zakładach mają być produkowane statki do przewozu gazu, a także maszyny wydobywcze.

Zdaniem ekspertów, to ciekawy pomysł, ale trudny do realizacji, wymagający czasochłonnych prac projektowych. Nieoficjalnie mówi się, że Katarczycy, którzy kupili stocznie, mogą mieć gotowe projekty, bo przygotowywali się do budowy gazowców w Korei Południowej. By takie przedsięwzięcie było w Polsce opłacalne, konieczne byłyby spore oszczędności w wynagrodzeniach i miejscach pracy. No i pewność, że nowy inwestor, wciąż bardzo tajemniczy, rzeczywiście chce budować statki w Polsce. A tego na razie brak.