Po śmierci Agnieszki Pysz resort sprawiedliwości polecił zdymisjonować dyrektora Aresztu Śledczego Warszawa Grochów, w którym przebywała kobieta. Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki poinformował, że Pysz cierpiała na rzadką i trudną do wykrycia chorobę. Przed śmiercią była badana 21 razy.

Zdjęcie ilustracyjne /Tomasz Waszczuk /PAP

Sprawą śmierci 38-letniej Agnieszki Pysz zajęła się - na wniosek posłów PO i Nowoczesnej - sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Kobieta zmarła 7 czerwca w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów. Wcześniej - jak informował m.in. portal Onet, Rzecznik Praw Obywatelskich i posłowie opozycji - wielokrotnie prosiła o pomoc lekarską.

Uzasadniając wniosek o zwołanie posiedzenia komisji, poseł PO Michał Szczerba przypomniał list, który do matki Agnieszki Pysz po jej śmierci wystosowały jej współosadzone. To dzięki niemu cała sprawa ujrzała światło dzienne. Jesteśmy pewne, że gdyby Agnieszce udzielono pomocy, kiedy zaczęła o nią prosić, nie doszłoby do tej tragedii - cytował jego fragment.

"... jesteś zdrowa, udajesz..."


Szczerba, powołując się na relacje współosadzonych z aresztu na Grochowie, powiedział że Pysz w przeddzień śmierci skarżyła się na problemy z oddychaniem, poruszaniem się; była blada, opuchnięta. Agnieszka na oddział została doprowadzona przez służbę więzienną w dniu 6 czerwca (...) w bardzo złym stanie. Nie była zdolna samodzielnie iść. Z oddziału pierwszego została przywieziona na wózku inwalidzkim, po czym wyciągnięta po schodach przez służbę więzienną na oddział siódmy. Trzymając się kraty, krzyczała, że nie ma siły iść i prosiła o pomoc. Całą tą sytuację na korytarzu obserwował lekarz i pielęgniarka, mimo to nikt nie reagował. Z ust służby zdrowia padły słowa "jesteś zdrowa", udajesz - mówił poseł PO, cytując treść oświadczenia, które przekazały mu osadzone.

Kobiety podkreśliły w nim, że wielokrotnie prosiły personel zakładu, by udzielił chorej pomocy. Służba więzienna miała też - według nich - odmówić wezwania pogotowia, kiedy stan Pysz był już krytyczny. Karetka przyjechała dopiero kiedy 38-latka straciła przytomność.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki podkreślił, że jest mu przykro z powodu śmierci kobiety. Obecnej podczas obrad komisji matce Hannie Pysz - najpierw publicznie, później w rozmowie osobistej przekazał wyrazy współczucia.

W czasie choroby była badana przez lekarzy 21 razy


Przekonywał, że Agnieszka Pysz była w czasie swej choroby badana przez lekarzy 21 razy. Mamy udokumentowane każde takie badanie - zapewnił. Dodał, że kobiecie proponowano hospitalizację, jednak odmówiła. Na to już służba więzienna nie ma żadnego wpływu - zaznaczył Jaki. Poinformował, że Pysz cierpiała na jedną z najcięższych, najtrudniejszych do wykrycia chorób. Los osób, które zachorują na tę chorobę, również będąc na wolności, bardzo często kończy się zgonem - wskazywał. Nie chciał jednak - ze względu na obowiązujące prawo - zdradzić o jakie schorzenie chodzi.

Dyrektor Biura Służby Zdrowia w Centralnym Zarządzie Służby Więziennej, płk Alicja Kozłowska mówiła, że objawy, które wystąpiły u Pysz były bardzo mało charakterystyczne, typowe także dla innych chorób. Według niej pacjentka była konsultowana m.in. przez czterech lekarzy różnych dziedzin. Nie udało się jednak za życia postawić rozpoznania; choroba została rozpoznana na podstawie badania sekcyjnego - powiedziała płk Kozłowska.

Według przekazanych przez nią informacji Agnieszka Pysz trafiła do Aresztu Śledczego Warszawa Grochów 23 stycznia. Miesiąc później - 28 lutego kobieta po raz pierwszy zgłosiła się z objawami niezwiązanymi jednak - jak mówiła dr Kozłowska - z chorobą, na którą zmarła. 21 marca przetransportowano ją do aresztu śledczego we Wrocławiu. 26 marca występują pierwsze objawy choroby, które (Pysz) zgłasza i przyjeżdża wówczas zespół ratownictwa medycznego. Pacjentka zostaje zaopatrzona w leki, jednakże wtedy odmawia transportu do szpitala zewnętrznego - powiedziała dyr. biura służby zdrowia SW.

"Cały błąd polega na tym, że doktor nie rozpoznaje tej choroby..."

Relacjonowała, że Pysz była później badana jeszcze kilkakrotnie w dniach od 27 marca do 14 kwietnia. W kolejnym tygodniu 38-latkę konsultowali jeszcze lekarze-specjaliści. Dalsze badania wykonywano 28 kwietnia, a później - 22 maja, a pacjentka otrzymała leki. 26 maja znowu trafiła do specjalisty, który zlecił jej badania dodatkowe. 29 maja kobieta została ponownie przewieziona do aresztu na Grochowie. 31 maja jest badana przez lekarza, który przepisuje wszystkie niezrealizowane badania i konsultacje. Ponieważ pacjentka 3 czerwca źle się poczuła, wezwano do niej zespół ratownictwa medycznego. Jednakże w ocenie przeprowadzającego to badanie, stan ogólny pacjentki był dobry - powiedziała płk Kozłowska.

5 i 6 czerwca - dwa dni przed śmiercią - Agnieszkę Pysz badał kierownik ambulatorium aresztu na Grochowie. Cały błąd polega na tym, że doktor nie rozpoznaje tej choroby; objawy, z którymi ma do czynienia, traktuje jako objawy zupełnie innego stanu - podkreśliła przedstawicielka służby więziennej.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, który również zajmował się sprawą śmierci Pysz, również powiedział, że o ile areszt we Wrocławiu postępował właściwie, to do nieprawidłowości doszło właśnie w jednostce na Grochowie. W meldunku transportowym, który następuje 29 maja, kiedy pani Agnieszka jest transportowana z Wrocławia do aresztu śledczego na Grochowie, pojawia się informacja o tym, żeby w dalszej czynności poszukiwać ognisk zapalnych, czyli ta wiedza medyczna, która została zgromadzona, jednoznacznie wskazywała na to, że to nie jest sprawa niewyjaśniona, tylko że to jest sprawa, która powinna podlegać dalej szerszym konsultacjom - zaznaczył Bodnar. Dodał, że z kontroli RPO, wynika, że grochowski areszt "nie podjął czynności zaleconych w meldunku transportowym".

Dyrektor Generalny Służby Więziennej, gen. Jacek Kitliński zapewnił, że SW od chwili śmierci Pysz robiła wszystko, by wyjaśnić sprawę. 7 czerwca powiadomiono o niej prokuraturę i policję; dwa dni później - Rzecznika Praw Obywatelskich. Stołeczny areszt wszczął własne postępowanie wyjaśniające okoliczności zgonu. Gen. Kietliński przyznał, że w jego trakcie popełniono błąd, ponieważ szefem zespołu wyjaśniającego sprawę został lekarz badający Pysz. To błąd, który został wychwycony 5 lipca przez dyrektora okręgowego Służby Więziennej - powiedział.

Kilka dni później Okręgowy Inspektorat SW przejął - od stołecznego aresztu - czynności wyjaśniające dotyczące śmierci Agnieszki Pysz. Postępowanie skończyło się 10 sierpnia, a dzień później inspektorat zgłosił do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy i pracowników Aresztu Śledczego Warszawa Grochów. Ta sprawa trwa do dnia dzisiejszego i nie wykluczamy odpowiedzialności dyscyplinarnej i karnej osób, w których sprawie to śledztwo jest prowadzone. Nie mamy nic do ukrycia - zapewnił gen. Kitliński.

27 października dyrektor okręgowy Służby Więziennej wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dyrektora stołecznego aresztu za brak zabezpieczenia monitoringu z placówki oraz za to, że wyznaczył szefem zespołu wyjaśniającego śmierć Agnieszki Pysz lekarza, który ją badał. Są też inne postępowania dyscyplinarne - dodał szef Służby Więziennej.

Pod koniec posiedzenia komisji Patryk Jaki poinformował, że polecił odwołać dyrektora Aresztu Śledczego Warszawa Grochów. Ponadto wydałem polecenie, aby już systemowo nigdy nie doszło do takiej sytuacji, że ta sama jednostka, czyli osoba zainteresowana bada swoją sprawę - teraz każdorazowo podobne sprawy będą badane poziom wyżej - dodał. Potwierdził też, że rozwiązano umowę z lekarzem, który diagnozował Pysz.

Zarówno Hanna Pysz, jak i jej pełnomocniczka pro bono, mec. Marita Dybowska-Dubois nie miały okazji zabrać głosu - szef komisji Stanisław Piotrowicz (PiS) przed godz. 10, zakończył obrady z uwagi na zaplanowane na tę godzinę rozpoczęcie posiedzenia Sejmu.

(mpw)