Przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach rozpoczęła się rozprawa odwoławcza ws. śmierci niespełna 2-letniego Szymona z Będzina. Dziecko zmarło w lutym 2010 roku w wyniku obrażeń doznanych po uderzeniu w brzuch. Jego ciało rodzice porzucili w stawie w Cieszynie.

W maju 2015 r. sąd pierwszej instancji skazał ojca dziecka Jarosława R. na karę łączną 10 lat więzienia, zaś matce Beacie Ch. wymierzył karę 5 lat pozbawienia wolności /Andrzej Grygiel /PAP

W maju tego roku sąd pierwszej instancji skazał ojca dziecka Jarosława R. na karę łączną 10 lat więzienia, zaś matce Beacie Ch. wymierzył karę 5 lat pozbawienia wolności.

To Jarosław R. miał uderzyć Szymona. Sąd Okręgowy w Katowicach przypisał mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka, czego nieumyślnym skutkiem była śmierć chłopca. Beata Ch. została uznana za winną narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie śmierci syna.

"Doszło do zabójstwa"

Wyrok zaskarżyła zarówno obrona, jak i prokuratura, która konsekwentnie uważa, że doszło do zabójstwa. W I instancji domagała się wymierzenia oskarżonym po 15 lat więzienia. W apelacji domaga się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania. W opinii oskarżenia, rodzice Szymona powinni zostać skazani za zabójstwo z tzw. zamiarem ewentualnym, bo "godzili się" na pozbawienie życia syna poprzez zaniechanie udzielenia mu niezbędnej pomocy medycznej.

Sąd okręgowy wskazał, że za zabójstwo można skazać jedynie taką osobę, która chciała pozbawić kogoś życia lub godziła się na jej śmierć, a prokuratura nie wykazała, by rodzice zdawali sobie sprawę, że Szymon umrze. Godzenia się na śmierć nie można domniemywać - uznał sąd I instancji. Późniejsze porzucenie Szymona w stawie, w obawie przed odpowiedzialnością za jego śmierć, sąd uznał za bulwersujące i skrajnie niemoralne.

Poza śmiercią dziecka rodzice zostali oskarżeni także m.in. o wyłudzanie zasiłków po śmierci Szymona, a Jarosław R. także za nielegalne posiadanie trzech nabojów; sąd uznał częściowo ich winę także w tym zakresie.

Proces przed sądem okręgowym toczył się od września 2013 r. Oboje oskarżeni wzajemnie obarczali się winą.

Prokuratura: To ojciec uderzył dziecko, bo było płaczliwe

Tragiczne zdarzenia miały miejsce pod koniec lutego 2010 r. Według prokuratury to ojciec uderzył dziecko, bo było płaczliwe i nie wykonywało poleceń. Po ciosie stan Szymona sukcesywnie się pogarszał - dziecko doznało pęknięcia jelita cienkiego. Wywiązało się ropne zapalenie otrzewnej. Przez cztery dni od uderzenia chłopiec płakał, nie chciał jeść i pić, miał biegunkę. Na kilka godzin przez śmiercią oskarżony miał ponownie uderzyć syna w brzuch. Z ustaleń biegłych wynika, że gdyby rodzice po wystąpieniu objawów chorobowych poszli z Szymonem do lekarza, zapobiegliby jego śmierci. Taka szansa istniała jeszcze na kilka godzin przed zgonem.

Jeszcze w dniu śmierci Szymona rodzice zwłoki syna przewieźli samochodem do Cieszyna, gdzie porzucili je w stawie. Do auta zabrali też pozostałą dwójkę wspólnych dzieci - dziewczynki: 4-letnią i niespełna roczną. Szymon został kompletnie ubrany, odpowiednio do pory roku. Został włożony do torby i przewieziony w bagażniku, a następnie położony przez matkę na krawędzi stawu.

Policja długo nie mogła ustalić, kim jest znalezione w stawie dziecko. Prowadzone po znalezieniu ciała śledztwo zostało umorzone w kwietniu 2012 r. z powodu niewykrycia sprawców. Sprawa wyszła na jaw, gdy do ośrodka pomocy społecznej w Będzinie zgłosiła się osoba, twierdząc, że od dawna nie widziała dziecka sąsiadów. Rodziców chłopca zatrzymano dopiero w czerwcu 2012 r.

Śledztwo ws. śmierci dziecka prowadziła Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej.

(mal)