Łódzki magistrat przez cztery lata wypłacał samotnej matce zasiłek rodzinny. Później dopatrzył się nieprawidłowości. Gdy zauważył swój błąd, zażądał zwrotu 15 tys. zł świadczenia i 5 tys. zł odsetek. Historię pani Joanny Tarki z Łodzi, która samotnie wychowuje czwórkę dzieci w wieku od 6 do 16 lat, opisuje "Dziennik Łódzki".

Zdj. ilustracyjne /Photoshot /PAP/EPA

Kobieta dostała świadczenie rodzinne w 2010 roku. Przyznało je łódzkie Centrum Świadczeń Socjalnych. Matka otrzymywała 1100 zł miesięcznie na czwórkę dzieci. Ten zasiłek pobierała przez cztery lata. Potem co roku składała wniosek z wymaganymi przez urzędników dokumentami, ale dopiero pod koniec 2014 roku dopatrzono się nieprawidłowości. Urzędnik wtedy odmówił przyznania kolejnych pieniędzy na jedno dziecko. Zauważono, że jedna z córek nie miała prawnie zasądzonych alimentów, a to uniemożliwiało wypłatę świadczeń rodzinnych. 

W takiej sytuacji pani Joanna przyjęła mniejszy o prawie 300 zł zasiłek. Wtedy łódzki magistrat zażądał zwrotu ponad 15 tys. zł, które wypłacono na to dziecko w ciągu czterech lat. Wraz z odsetkami było to już nieco ponad 20 tys. zł. Pieniądze dawno wydałam na ubrania dla dzieci, rzeczy do szkoły i podstawowe rachunki - mówi pani Joanna w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim". Przecież to nie moja wina, że pieniądze dostałam niesłusznie. Skąd mogłam wiedzieć, że powstał błąd? - pyta łodzianka.

Urząd zaczął już zabierać obecne świadczenie rodzinne i odzyskał już 5 tys. zł. Od listopada nie dostaję już żadnego zasiłku - mówi załamana kobieta. Ma obecnie jedynie 320 zł dochodu z alimentów na najstarszą córkę. Samotna matka stara się o umorzenie części należności, ale bez efektu.

Urzędnicy, którzy wydawali błędne decyzje, zostali ukarani obniżeniem premii. Rzecznik prasowy prezydenta Łodzi Marcin Masłowski przyznaje, że urzędnik magistratu popełnił błąd. Przyznał świadczenie rodzinne, którego nie powinien przyznać - potwierdza Masłowski. Rzecznik podkreśla, że Centrum Świadczeń Socjalnych domaga się już tylko spłaty należności głównej. Odsetki zostały umorzone, a na dodatek centrum jest gotowe rozłożyć należność główną na maksymalną liczbę rat - mówi Masłowski gazecie. Jednak po kilku miesiącach spłat i anulowania odsetek nadal zostaje 10 tys. złotych, co jest dla kobiety wielką sumą. Masłowski tłumaczy, że zgodnie z przepisami, miasto nie może anulować tego długu. Według prawa, jeśli komuś wypłacono nienależne świadczenie, to musi je zwrócić - wyjaśnia rzecznik. Mogę jedynie wyrazić ubolewanie - dodaje.

Centrum Świadczeń Socjalnych w Łodzi wydaje 75 tys. decyzji rocznie. Błędy to ułamek promila. Jak podaje "Dziennik Łódzki", zdanie miasta popierają instytucje odwoławcze. Pani Joanna zaskarżyła decyzję do Samorządowego Kolegium odwoławczego i Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego - obydwie instytucje przyznały urzędowi rację.

(az)