Sąd Rejonowy w Białogardzie uchylił decyzję o częściowym ograniczeniu praw rodzicielskich w zakresie opieki okołoporodowej parze, która niespełna tydzień temu porwała ze szpitala swoje dziecko. Uchylono również postanowienie o ustanowieniu kuratora wobec rodziców. Kobieta i mężczyzna do tej pory się ukrywają. Rodzice zabrali dziecko z placówki, bo nie zgadzali się między innymi na zaszczepienie noworodka i przeprowadzenie zabiegów higienicznych. Ponieważ dziecko było wcześniakiem, lekarze tuż po porodzie zaalarmowali sąd o decyzji rodziców, który z kolei odebrał parze prawo do decydowania o metodach leczenia noworodka.

Szpital w Białogardzie, skąd porwano dziecko /Marcin Bielecki /PAP

Jak wyjaśnił rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Koszalinie Sławomir Przykucki, ponieważ okres okołoporodowy już się skończył, dalsze pozostawienie tego postanowienia było bezprzedmiotowe. Zastrzegł, że przed białogardzkim sądem nadal trwa postępowanie o ograniczenie praw rodzicielskich, o które wniósł tamtejszy szpital.

Dzisiejsza zmiana decyzji sądu oznacza, że poszukiwana od niespełna tygodnia para najprawdopodobniej sama zgłosi się na policję lub do prokuratury. Ich prawnik zadeklarował, że jeśli tylko sąd uchyli decyzję o ograniczeniu im praw rodzicielskich i o nadzorze kuratora, rodzice przestaną się ukrywać.

W sprawie samowolnego zabrania wcześniaka ze szpitala toczy się śledztwo. Prokuratura bada, czy poprzez swoje działanie rodzice nie narazili zdrowia lub życia noworodka na niebezpieczeństwo.

Sąd w tej sprawie zebrać ma się jeszcze raz. W połowie października zdecyduje, czy rodzice powinni zajmować się swoim dzieckiem, czy też powinni mieć odebrane prawa rodzicielskie

W szpitalu w Białogardzie, w którym urodziło się dziecko, w piątek przeprowadzona zostanie kontrola, o którą prosiło ministerstwo zdrowia - poinformowała rzecznik prasowy zachodniopomorskiego wojewody Agnieszka Muchla. Chodzi o kontrolę "w zakresie oceny prawidłowości zastosowanego postępowania medycznego oraz organizacyjnego wobec dziecka".

Radziwiłł: Rodzice mają prawo decydować o dziecku, ale są granice

Rodzice mają prawo do tego, żeby decydować o tym, co z dzieckiem się dzieje, ale jednak są tego granice. Tymi granicami jest bezpieczeństwo dziecka - podkreślił minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Już dzisiaj prawie na pewno wiadomo, że w Białogardzie urodziło się dziecko wcześniak, z niską wagą. Dziecko, które przynajmniej potencjalnie jest w stanie, wymagającym co najmniej diagnostyki i ewentualnie podejmowania niektórych działań dla jego bezpieczeństwa - powiedział dziennikarzom Radziwiłł.

Poinformował, że rodzice odmówili działań pielęgnacyjnych i diagnostyczno-leczniczych dziecka. Dodał, że personel szpitala zaniepokojony tą sytuacją zwrócił się do sądu ws. "możliwości wykonywania świadczeń medycznych, które są niezbędne dla podtrzymania zdrowia i życia dziecka".

Jeżeli w tym zakresie doszło do naruszenia, to będziemy to wiedzieć po szczegółowej analizie faktów, ale na dzisiaj mój stan wiedzy na ten temat jest właśnie taki. Na dzisiaj mogę powiedzie, że reakcja personelu medycznego, zawiadomienia sądu rodzinnego w takiej sytuacji wydaje się być słuszna - powiedział minister. Zastrzegł przy tym, że oczekuje na więcej informacji na temat tej sprawy.

Przypomnijmy, chodzi o sprawę dziewczynki, która - w 36. tygodniu ciąży - urodziła się w czwartek w białogardzkim szpitalu. Według ordynatora oddziału, rodzice nie wyrażali zgody na podejmowanie wobec noworodka podstawowych czynności medycznych. Z tego powodu zawiadomiony został sąd rodzinny i na terenie szpitala została przeprowadzona rozprawa sądowa. Sąd orzekł o częściowym ograniczeniu rodzicom władzy rodzicielskiej, w zakresie udzielanych świadczeń medycznych. Gdy pracownik sądu dostarczył do szpitala pismo z postanowieniem sądu, rodzice z dzieckiem opuścili placówkę.

(adap)