Sławomir Wiatr naruszył prawo, zlecając bez przetargu wyprodukowanie 50 odcinków filmu „Unia bez tajemnic” firmie, której założycielem był Michał Tober, a teraz kieruje nią kolega rzecznika rządu. Tak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.

Według NIK pominięcie standardowej procedury przetargowej narusza ustawę o zamówieniach publicznych. Jednak jak się okazuje Sławomir Wiatr, mimo źle podjętej decyzji, konsekwencji nie poniesie. Obecny wiceminister wprawdzie bezprzetargową procedurę zlecił, ale sam się pod tym nie podpisał i w myśl prawa – jak mówi Dariusz Łubian z NIK-u – ujdzie mu to na sucho.

Decyzję byłego pełnomocnika rządu ds. informacji europejskiej zatwierdził szef Gospodarstwa Pomocniczego przy Kancelarii Premiera, którego – jak dodaje Łubian - nie można winić, że udzielił zamówienie zgodnie ze zleceniem.

"Nasz dom - Europa. 15 państw, 375 milionów ludzi buduje wspólną przyszłość. Obywatelu, Ty zdecydujesz, czy Polska dołączy do tej rodziny" - plakat tej treści ma zachęcić Polaków do zainteresowania się Unią Europejską. Wczoraj, po trzech miesiącach przygotowań, Sławomir Wiatr... czytaj więcej

Sam Sławomir Wiatr twierdzi, że wyrok NIK-u przyjął z pokorą, ale z własnej interpretacji nie zamierza rezygnować: przetarg pominął, bo było zbyt mało czasu.

Obecny wiceminister nie widzi także nic niestosownego w tym, że produkcją filmu zajęła się firma, której założycielem był Michał Tober. Patrzenie na to kto z kim, kiedyś był na spacerze albo jechał tym samym autobusem, jest absurdem w sytuacji, jeśli mamy obowiązek i spełnienie tego obowiązku bada Najwyższa Izba Kontroli, abyśmy kupowali najtańsze usługi - tłumaczy Wiatr.

A oferta firmy kierowanej niegdyś przez rzecznika rządu zdaniem wiceministra była najlepsza. Dodajmy, że za produkcję filmu budżet państwa zapłacił prawie 600 tys. złotych.

Foto: Archiwum RMF

23:25