W Olsztynie w samym centrum miasta do gleby wyciekają chemikalia z podziemnego zbiornika na smołę, po zburzonej w latach 70. gazowni. Władze miasta wiedzą o problemie od ponad roku, kiedy dostały dokładną ekspertyzę, jednak do dzisiaj terenu nie udało się oczyścić.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że tuż obok zbiorników znajduje się kilka wydziałów urzędu miasta. Część pracujących tam urzędników nawet nie wie, co kryje gleba tuż obok ich biur.

O zagrożeniu doskonale wie Wydział Środowiska olsztyńskiego magistratu. Jednak dopiero najwcześniej za miesiąc zostanie rozpisany przetarg na oczyszczenie terenu.

Prace, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mają ruszyć w wakacje i zakończyć się pod koniec przyszłego roku. Na razie jednak miastu brakuje 3 milionów złotych. Do tej pory na niezbędne prace udało się uzbierać dwa miliony złotych. Władze liczą na to, że brakujące środki otrzymają z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Chemikalia są groźne, ale zagrożenia dla mieszkańców nie ma - zapewnia Zdzisław Zdanowski z olsztyńskiego UM

Urzędnicy zgodnie też zapewniają że nie ma zagrożenia dla mieszkańców. Chemikalia znajdują się kilka metrów pod ziemią i jak na razie nie stwierdzono, by doszło do zatrucia wód gruntowych zasilających miejskie ujęcia wody- twierdzą.