Słyszę, że pojawiają się takie pomysły, ale nie ma żadnych decyzji - tak poseł PO Rafał Trzaskowski mówi w Porannej rozmowie w RMF FM o swoim ewentualnym kandydowaniu na prezydenta Warszawy. Gość Roberta Mazurka podkreśla, że mówienie o tym, co wydarzy się za dwa lata, to polityczne science-fiction. Trzaskowski przyznaje, że to, co w tej chwili dzieje się w Warszawie w sprawie reprywatyzacji, to duży problem, także dla Platformy Obywatelskiej. "Nie chcę usprawiedliwiać tego, co się działo i mówić, że nie ma problemu. Problem jest olbrzymi i również jest odpowiedzialność, która ciąży na pani prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz" - przyznaje Trzaskowski. Według niego w tej chwili najważniejsze jest to, że prezydent stolicy mówi, iż chce to wyjaśnić do dna. "Dałbym jej szansę wyjaśnić tę sprawę, bez tego politycznego ciężaru, który próbuje narzucić PiS" - mówi gość Roberta Mazurka.

Posłuchaj Porannej rozmowy w RMF FM

Robert Mazurek: Dzień dobry. Moim i państwa gościem jest Rafał Trzaskowski, poseł Platformy Obywatelskiej.

Rafał Trzaskowski: Dzień dobry.

Jak wynika z sondażu Platformy, nieoficjalnego sondażu, przyszły prezydent Warszawy, a w każdym razie człowiek, który mógłby nim zostać.


Ja jestem posłem z Krakowa. Tylko tyle i aż tyle.

To dlaczego w takim razie pana tutaj w Warszawie widzą w roli prezydenta?


Nie wiem, to trzeba pytać kolegów, może też wyborców. Ja rozumiem, że w tej chwili jest pytanie, co dalej za dwa lata w Warszawie się wydarzy, bo pani prezydent Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że nie będzie kandydować na kolejną kadencję i stąd się pewnie zaczęły poszukiwania kandydata.

Zdaje się, że problem jest poważniejszy i pan doskonale o tym wie. Problemem nie jest to, co będzie za dwa lata, tylko jest pytanie, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz dotrwa do końca kadencji.

Ale jak nie dotrwa do końca kadencji, to i tak problem prezydenta będzie problem za dwa lata, bo wtedy PiS będzie miał komisarza i na pewno nie odda władzy przez dwa lata w Warszawie. Tak, czy inaczej, co by się nie stało, kwestia kolejnych wyborów w Warszawie, cokolwiek panu mówią ludzie i cokolwiek próbują suflować na mieście, to jest kwestia dopiero za dwa lata.

A jak to w ogóle możliwe, że poseł z Krakowa, który robił sobie spoty, w których występowali wszyscy święci krakowscy i podkreślał, że właściwie krew z krwi i kość z kości spod Wawelu, ma być prezydentem Warszawy?

To jest taki paradoks, ja też się temu dziwię. Odpowiadając poważnie na pana pytanie - nigdy nie ukrywałem, że urodziłem się w Warszawie, jestem warszawiakiem, moja mama i cała jej rodzina to byli warszawiacy, ale rodzina mojego ojca...

Ale pan to bardzo skrzętnie ukrywał w kampanii w Krakowie.


Nie, nie ukrywałem. W Krakowie wszyscy wiedzą. Robiliśmy te filmiki z przymrużeniem oka, żeby pokazać, że jednak mam krakowskie korzenie, bo cała rodzina mojego ojca - dziadka, pradziadka - to były krakusy. Natomiast gdybym ja był prawdziwym krakusem z urodzenia, to bym nie musiał robić tych filmów.

I tu musi paść kultowe pytanie. Pan wychodzi stąd, ze studia na dwór czy na pole?

Ja wychodzę na dwór i bardzo wielu krakusów wychodzi na dwór. To nie jest wcale tak, że wszyscy mówią, że na pole. Mój ojciec Krakus od pokoleń mówił "na dwór".

A mój znajomy, który przeprowadził się z Warszawy, chłopak z Pragi, przeprowadził się do Krakowa, mieszka tam od 20 lat i on wychodzi na pole.

Ale widzi pan, mój ojciec był ultrapoprawny, jeżeli chodzi o polszczyznę. Mówił akurat "na dwór", to nie używał "na pole". Ale na przykład regionalizmu nie używał, który jest absolutnie uprawniony, żeby było jasne. Ale mówił na przykład krakowskie: "panieńka", "łazieńka", czyli robił te zmiękczenia.

A mówił "zróbże to chłopie"?

To jak się denerwował na mnie, to mówił "zróbże to", albo "idźże, idźże bajoku rzewny".

Pan jest w takim razie warszawiakiem przeflancowanym do Krakowa i rozumiem, że teraz jest pomysł, by pana z powrotem odflancować do Warszawy.

Ja słyszę, że takie pomysły się oczywiście pojawiają.

Bez pańskiej wiedzy?

Bo nie ma decyzji, nie ma decyzji. Oczywiście są rozmowy o przeróżnych scenariuszach na za dwa lata, ale nie ma żadnej decyzji.

Panie pośle, skoro się pańskie nazwisko wrzuca w sondaż, to nie po to, żeby sprawdzić - lecimy alfabetycznie i zaczynamy od "T" - tylko dlatego, że to musiała zapaść jakaś decyzja polityczna. Pan się uśmiecha...

Uśmiecham się, bo ja nie robiłem żadnych sondaży.

Pan nie, ale pańska partia.

Ja żadnych sondaży nie widziałem.

Wszyscy widzieli - cała Polska, oprócz szefa Trzaskowskiego, ale pewnie pan był "wyjechany". Może w Krakowie wtedy był pan.

Bardzo możliwe.

Pytanie jest poważniejsze - nie o to, czy pan będzie rzeczywiście za dwa lata prezydentem, bo to się okaże za jakiś czas - ale czy to, co się dzieje w Warszawie, nie jest problemem dla Platformy, czy to was po prostu nie topi - mówiąc wprost?

Jest problemem. Nie da się ukryć, że jest problemem. Jeżeli chodzi o kwestię reprywatyzacji było bardzo dużo zaniedbań. Inna sprawa jest taka, że bez ustawy reprywatyzacyjnej niesłychanie trudno było cywilizować reprywatyzację i niestety olbrzymia większość tego procederu, z którym mamy do czynienia, który teraz wychodzi na jaw - odbywała się w majestacie prawa, bo nikt nie chciał tej ustawy reprywatyzacyjnej uchwalić, nie było na to pieniędzy. My też mamy to zaniedbanie na swoim koncie, dlatego że był kryzys finansowy i premier Tusk, mimo że proszono go o to wiele razy, nie był w stanie znaleźć 40 miliardów złotych na reprywatyzację. I stąd niestety narósł taki wrzód, który narasta od lat.

Ale wie pan, że teraz na liście najbogatszych tygodnika "Wprost" znajduje się Marzena K. i ona jest zamożniejsza od Agnieszki Radwańskiej?

To jest smutne i przerażające. Niestety ci ludzie, którzy zostali zatrudnieni jeszcze lata zanim Gronkiewicz-Waltz się pojawiła jako prezydent Warszawy, no niestety na tym braku ustawy reprywatyzacyjnej i na braku ucywilizowania tego całego projektu, korzystali w sposób niewspółmierny.

Nikogo jeszcze nie złapano z rządzących Warszawą za rękę, to prawda. Natomiast jedną rzecz można powiedzieć na pewno - brak nadzoru, to jest najłagodniejsza kwalifikacja, pod jaką podpadają rządy Platformy w Warszawie.

Pani prezydent starała się jako pierwsza - i to jest smutne - starała się ucywilizować to, na ile to było możliwe.

Profesor prawa, kobieta, która zarządzała wcześniej Narodowym Bankiem Polskim, nie jest w stanie sprawdzić, jak rozdawane są kamienice w Warszawie? Wszyscy o tym wiedzieli, wszyscy o tym mówili przecież.

Nie chcę usprawiedliwiać tego, co się działo i mówić, że nie ma problemu. Problem jest olbrzymi i również jest odpowiedzialność, która na pewno ciąży na pani prezydent. Pani prezydent próbowała to ucywilizować, wprowadzając na przykład uchwałę, że w ogóle się sprawdzało, czy ludzie byli spłaceni, czy nie. Natomiast dane docierały po czasie, Ministerstwo Finansów tych danych nie dostarczało, et cetera. I teraz chcę powiedzieć jedną rzecz, że w tej chwili najważniejsze jest to, że pani prezydent chcę tę sprawę wyjaśnić do dna. I mówi jasno: "Ja już nie będę startować na ten urząd".

Ale to nie jest żadne wyjaśnienie, to, że "ja nie będę…"

I mówi o tym, że będzie się starała to wyjaśnić w przeciągu najbliższych miesięcy, więc ja bym dał szansę pani prezydent wyjaśnić tę sprawę bez tego politycznego ciężaru, tego politycznego spektaklu, który próbuje narzucić PiS.

Gdyby pan został prezydentem w Warszawie, to co by się zmieniło w tym mieście?

Ja nie będę w ogóle się odnosił do takich pytań, dlatego że to jest science fiction, a my musimy rozmawiać o tym, co tu i teraz.

Ale co by się zmieniło oprócz tego, że Krystyna Janda dostałaby tyle pieniędzy, ile mogłaby unieść?

Ja jestem posłem z Krakowa i trudno mi sobie w ogóle odnieść się do tej sprawy.

To pytanie do Rafała Trzaskowskiego - warszawiaka. W Warszawie powinien stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego, ofiar katastrofy smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim?

Zawsze byłem zdania takiego, że dobrze by było znaleźć jakiś kompromis. I o ile rozumiem konserwatora zabytków, który nie chce się zgodzić na to, żeby tam powstał pomnik, który by przysłonił Józefa Poniatowskiego, do którego ja mam wielki sentyment, bo mój pradziadek walczył w Legionach francuskich, w II pułku ułanów, to powiedziałbym jedno, że można było znaleźć kompromis, na przykład ten z…

... pomnikiem światła...

... z pomnikiem światła. I zakończyć ten spór, bo ja uważam, że ten spór niczego nie buduje.

Ale przecież pan wie, że i tak ten pomnik tam powstanie.

Ale ja nie będę na szczęście takich decyzji podejmował.

Ten pomnik tam powstanie, tylko mógłby powstać bez konfliktu, a powstanie w wyniku awantury.

Niestety. Jak widzę te tablice upamiętniające Lecha Kaczyńskiego, to pewnie niestety będzie jeszcze w bardzo złym guście.

Tak, to prawda, te tablice nie wyglądają najlepiej. Ale nie o tablicach, tylko o tym, jaki jest wasz pomysł na IPN, na CBA, będziemy rozmawiać w drugiej części naszego programu.


*******
W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Rafał Trzaskowski uzasadniał propozycje programowe Platformy Obywatelskiej dotyczące likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Instytutu Pamięci Narodowej. Jeśli CBA ma zarządzać polityczny policmajster, to będzie upolityczniona - stwierdził poseł, dodając, że "nie wie, jak nazywa się szef tej instytucji, ale wie, kto podejmuje decyzje". Odniósł się też do pomysłu opozycji w sprawie powołania komisji śledczej ws. przetargu na caracale. Ta sprawa ma taką masę implikacji, że trudno powstrzymać się przed tym, żeby Sejm mógł się temu przyjrzeć - uznał Trzaskowski. Oglądając internetową część rozmowy Roberta Mazurka dowiecie się też, jakie ambicje ma jego gość i czy do radiowego studia przyszedł w... skarpetkach.