"Martwe nie będziemy rodzić", "Edukacja seksualna zamiast kościelnej propagandy", "Matka Polka ma już dość", "Nie chcesz aborcji, to jej sobie nie rób", "Moja macica, nie pani broszka" - takie hasła można było usłyszeć i zobaczyć w sobotę przed Sejmem podczas demonstracji "Odzyskać wybór". Część protestujących przyniosła wieszaki, które stały się symbolem sprzeciwu wobec zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Protesty odbyły się również w innych miastach w Polsce i za granicą.

Manifestacja "Odzyskać wybór" przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego i tzw. kompromisowi aborcyjnemu /Tomasz Gzell /PAP

Manifestację przed Sejmem zorganizowało Porozumienie "Odzyskać wybór", które definiuje się jako "koalicja organizacji, grup i osób, walcząca o zabrane nam 23 lata temu prawo do aborcji". Porozumienie podkreśla, że nie zrzesza się z partiami politycznymi i podmiotami komercyjnymi.

Organizatorzy szacują, że w manifestacji wzięło udział około 8 tysięcy ludzi.

Politykom i polityczkom popierającym zakaz aborcji, hierarchom Kościoła, fundamentalistkom i fundamentalistom katolickim nie chodzi o ochronę życia. Chodzi o władzę i kontrolę nad kobiecymi ciałami. Jedynym celem zakazu aborcji jest terroryzowanie i torturowanie kobiet - mówiła Natalia Broniarczyk z Porozumienia Kobiet 8 Marca. Podkreśliła, że zakazywanie aborcji nie przyczynia się do spadku ich liczby, ale zwiększa liczbę zgonów i powikłań zdrowotnych u kobiet.

Jesteśmy wkurzone, że w Polsce prowadzi się krucjaty wymierzone przeciwko wyimaginowanym mordercom i morderczyniom płodów, kosztem zdrowia i życia kobiet i kosztem dobrostanu narodzonych dzieci - mówiła natomiast Kamila Kuryło z Codziennika Feministycznego. Za długo wmawiano nam, że obecne rozwiązanie to kompromis. To nie jest kompromis: to jest kompromitacja polskiego rządu i Kościoła - podkreślała.

Przed rozpoczęciem demonstracji Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Ratujmy Kobiety" poinformował, że w sobotę rozpoczęto zbiórkę podpisów pod projektem liberalizującym przepisy antyaborcyjne. Państwo Polskie nie może opierać się na hipokryzji i udawać, że prawo dotyczące aborcji dzisiaj działa - mówiła pełnomocniczka Komitetu Barbara Nowacka. Podkreśliła, że każdego roku od 80 tys. do 100 tys. Polek wykonuje aborcję za granicą. My chcemy, żeby w Polsce przede wszystkim istniała dobra edukacja seksualna, łatwo dostępna antykoncepcja i żeby aborcja w Polsce była legalna, wtedy kiedy musi - mówiła.

Podczas demonstracji zbierano także podpisy pod zapowiadanym przez SLD wnioskiem o referendum ws. aborcji w Polsce.

Aborcyjna puszka Pandory

Jest taka scena w jednym z filmów Felliniego - młody chłopiec klęczy przed konfesjonałem i spowiada się z grzechów. Ksiądz wypytuje o szczegóły: ile razy, z kim i jak długo. Młodzieniec grzecznie odpowiada. Potem stuk puk - znak krzyża i pocałunek w stułę - dziecko wstaje rozgrzeszone, a kapłan... czytaj więcej

Około 200 osób zebrało się w sobotę na Placu Solnym we Wrocławiu. Uczestnicy manifestacji mieli ze sobą wieszaki i transparenty z napisami: "Aborcja w obronie życia", "Nie potrzebujemy rózgi, mamy mózgi". Skandowano: "Tak dla kobiet, tak dla równości" oraz "Prawo do zdrowia, prawo do wolności". Podczas demonstracji głos zabrała m.in. Ewa Skibińska, aktorka Teatru Polskiego we Wrocławiu. W tej chwili historia zatacza koło, cofamy się do XIX wieku. Urzędnicy kościelni próbują nas wpędzić w poczucie winy, w lęk. Nie chcemy robić kroku wstecz. Mam nadzieję, że projekt tej ustawy, gdy trafi do Sejmu, to zostanie zablokowany i to nie jest naiwność, to jest żądanie - mówiła.

W Poznaniu protestowało - według szacunków policji - prawie 3 tys. osób. Zebrani na placu Adama Mickiewicza trzymali w rękach wieszaki i transparenty: "Oprócz macic mamy mózgi, to my decydujemy!", "Chrońmy kobiety przed episkopatem".

W tym tygodniu, również w ramach protestu, na poznańskim moście Jordana poza kłódkami zakochanych pojawiły się także przymocowane do barierek wieszaki. Most znajduje się nieopodal poznańskiej katedry i kurii metropolitalnej - siedziby poznańskiego abpa Stanisława Gądeckiego.

W Brukseli przed ambasadą RP protestowała grupa około stu osób, w tym działaczki europejskich organizacji przeciwnych zaostrzaniu przepisów antyaborcyjnych i członkinie partii socjalistycznych. Demonstranci nieśli tablice i transparenty z hasłami w języku polskim, angielskim i francuskim: "Prawo wyboru", "Solidarność z polskimi kobietami", "Biskup nie jest lekarzem".

Aborcja a sprawa polska

Episkopat Polski zdecydował się na stanowczy głos w sprawie ustawy dotyczącej aborcji. W opublikowanym właśnie komunikacie uznał, że "w kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym kompromisie". To praktycznie determinuje kształt debaty, która już wkrótce będzie... czytaj więcej

Jesteśmy częścią ruchu feministycznego, przeprowadziliśmy podobne akcje również w Hiszpanii, ale także Belgii. Dziś jesteśmy solidarne z polskimi kobietami - podkreślała Sylvie Lausberg z europejskiej platformy "Abortion Right". Może się wydawać, że polskiemu rządowi i Kościołowi w ogóle nie zależy na życiu kobiet - dodała.

Przed polską ambasadą w Londynie przeciwko planom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej demonstrowało około 300 osób m.in. z Partii Razem i brytyjskiej Partii Pracy oraz polskich i brytyjskich organizacji feministycznych.

Protestujący powiesili na ogrodzeniu i drzwiach ambasady kilkaset metalowych wieszaków, przynieśli również liczne transparenty w języku polskim i angielskim, m.in. "To nie Kościół, to nie państwo, to kobiety zdecydują o swoim losie!" czy "Chcemy odzyskać wybór!". Wiele osób, w tym aktorka i modelka Milla Jovovich, zapewniało o swoim poparciu w mediach społecznościowych.

Cieszę się, że pojawiło się mnóstwo Polek i Polaków, ale też kobiety z Irlandii i Anglii. To pokazuje, że prawa kobiet są nie tylko ponadpartyjne, ale też międzynarodowe - mówiła współorganizatorka protestu Aga Maciejewska z Partii Razem w Londynie.

Wierzę, że kobiety - niezależnie od tego, gdzie mieszkają - zasługują na prawo wyboru i decydowania o swoim ciele. Polska ma w tym momencie jedno z najostrzejszych praw aborcyjnych w Europie, ograniczając dostęp do opieki lekarskiej tylko dla bogatych kobiet, które mogą sobie pozwolić na prywatne kliniki - podkreślała natomiast Rida Vaquas z młodzieżowej organizacji brytyjskiej Partii Pracy.

W Berlinie przed Instytutem Polskim zebrało się wczesnym popołudniem około 200 przeciwników zaostrzania przepisów antyaborcyjnych. Na demonstrację przyszli oprócz Polaków także obywatele Niemiec, Australii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Irlandii i innych państw. Podczas trwającej ponad godzinę manifestacji głos zabrało kilkanaście osób wyrażających solidarność z kobietami w Polsce.

Uczestnicy demonstracji trzymali transparenty w językach polskim, niemieckim i angielskim: "Moje ciało, mój wybór", "Wasze kaplice, nasze macice" i "Dzieci rodzić chcę z miłości, a nie z przymusu, podległości". Demonstrację zorganizowały kobiety mieszkające w Berlinie ze spontanicznie powołanego w zeszłym tygodniu porozumienia "Odzyskać Wybór - Berlin".

W myśl obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 roku, aborcji można w Polsce dokonać, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W czwartek w Sejmie został zarejestrowany Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji", który będzie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy całkowicie zakazującej aborcji. W projekcie są zapisy uchylające dotychczasowe prawne możliwości przerwania ciąży, a także nakładające na administrację rządową i samorządową obowiązek pomocy materialnej i opieki dla rodzin wychowujących dzieci upośledzone oraz matek i ich dzieci poczętych w wyniku czynu zabronionego.

(edbie)